wróć
  • do strony głównej >

    skomentuj
  • napisz do nas
  • Sławni ludzie po edukacji domowej



    oprac. Natalia Dueholm
  • Sławni po edukacji domowej - wstęp i lista | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Sławni „edukowani inaczej” | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Skąd się biorą geniusze? czyli sławni „edukowani inaczej” cz. II | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Sławni „edukowani inaczej” cz. III | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Sławni Polacy kształceni w domu, cz. 1. Przeciwko przymusowej edukacji wczesnoszkolnej | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Sławni Polacy kształceni w domu, cz. 2. Przeciwko przymusowej edukacji wczesnoszkolnej | tutaj >>>






  • oprac. Natalia Dueholm

    Sławni po edukacji domowej - wstęp i lista osób

        Oczywiście tzw. sukces społeczny czy sława nie może uzasadniać wyboru edukacji domowej, ponieważ znacznie liczniejsi są w jej szeregach ludzie zwykli czy przeciętni. Dla ciekawostki wymienia się jednak często sławnych ludzi, którzy swoją edukację odbyły w domach rodzinnych.Część spośród nich żyła jeszcze w czasach „przed-szkolnych”, a choć miała możliwość korzystania z działających wówczas szkół, kształciła się w domu. Wśród nich przedstawiciele nauk humanistycznych i ścisłych, politycy i sławni działacze.

        W domu uczyli się m.in.:

  • Blaise Pascal (1623-1662)
  • Hans Christian Andersen (1805-75)
  • Stanisław Ignacy Witkiewicz - Witkacy
  • Abraham Lincoln (1809-1865)
  • Charles Dickens (1812-1870)
  • Florence Nightingale (1820-1910) - angielska pielęgniarka
    i działaczka społeczna, twórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa
  • Mark Twain (1835-1910)
  • Andrew Carnegie (1835-1919)
  • Thomas A. Edison (1847-1931)
  • Pierre Curie (1859-1906)
  • Winston Churchill (1874-1965)
  • Kondrad Adenauer (1876-1967)
  • Charles Chaplin (1889-1977)
  • Agatha Christie (1890-1976)
  • Franklin D. Roosevelt (1882- 1945)
  • George Patton (1885-1945)
  • Stanisław I. Witkiewicz (1885-1939) | na zdjęciu obok |
  • Yehudi Menuhin (1916-)
  • Elżbieta II (1926-)


  •     Niektórzy sławni ludzie ukończyli wprawdzie szkoły podstawowe i średnie, jednak poprzestali na tych etapach kształcenia. Ich losy wskazują dobitnie na niezależność karier życiowych od formalnego wykształcenia akademickiego:

  • Soichiro Honda (Honda)
  • Bill Gates (Microsoft)
  • Steve Jobs (Apple).




  • oprac. Natalia Dueholm



  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Sławni „edukowani inaczej”


    „To cud, że ciekawość nie ginie w formalnej edukacji” - Albert Einstein



        „W czasie II wojny światowej rodzice jego wywiezieni zostali przez okupanta hitlerowskiego na roboty przymusowe do Niemiec. Wychowywała go babka, która nauczyła go czytać i pisać. W Łodzi szkół dla Polaków nie było. Po raz pierwszy w ławce szkolnej zasiadł po wyzwoleniu Łodzi, na początku 1945 r., kiedy miał bez mała 10 lat. Babcina edukacja domowa sprawiła, że szybko nadrobił zaległości wieku szkolnego i po przeprowadzonym teście został przyjęty do trzeciej klasy.”

        Oto zagadka: czy ktoś z Czytelników zgadnie czyja to biografia? Obawiam się, że nikt. Chodzi o marszałka Senatu Longina Pastusiaka! Taką informację można odnaleźć na jego stronie internetowej: tutaj >>>
    Wynika z tego jasno, że babcia Longina Pastusiaka stanęła na wysokości zadania i nauczyła wnuka tego, czego trzeba, a już przynajmniej z punktu widzenia szkolnego, bo małego Longina do szkoły przyjęto. Wygląda więc na to, że członkowie rodziny mogą nauczać, zastępując nauczycieli w szkołach. Co więcej, przykład ten pokazuje także, że bez szkół świat się nie zawalił. Mam nadzieję, że p. marszałek potrafiłby publicznie poprzeć edukację domową i przyczynić się do zmiany obecnego, niekorzystnego stanu prawnego dla rodziców chcących nauczać w domu. Jego głos byłby niezwykle ważny w obecnym układzie politycznym.
        Longin Pastusiak nie jest na pewno jedynym politykiem nauczanym w domu. Nie jest to również odosobniony przykład pokazujący, że ominięcie kilku szkolnych lat nie musi stanowić problemu. Żona p. senatora Romaszewskiego także kształciła się w domu i - jak mówi senator, bardzo to sobie chwali. Proszę bardzo Czytelników o pomoc w uzupełnianiu mojej listy Polaków edukowanych w domu.


    SŁAWNI POLITYCY EDUKOWANI W DOMU

        Po naszym marszałku Senatu, należy wymienić także inne osobistości, które przeszły edukację domową. Pierwszeństwo oddajmy królowej Elżbiecie II, która swoją edukację zdobyła w domu rodzinnym, wspólnie z młodszą siostrą.
        Wielu amerykańskich prezydentów przynajmniej część ze swojej edukacji również odbyła w domu rodzinnym, albo kształciła się sama. Przyjmuje się, że na 43 amerykańskich prezydentów 17 (więcej niż jedna trzecia) otrzymało edukację domową. Tak więc w skrócie i w porządku alfabetycznym:
        John Quincy Adams otrzymał swoją edukację od obojga swoich rodziców: ojca i niezwykle zdolnej mamy. Trzeba tutaj dodać, że oboje byli Benjamin Franklinludzmi nieprzeciętnymi. John Q. Adams jako chłopiec towarzyszył ojcu w jego misjach dyplomatycznych do Europy, i dalej uczył się w prywatnych szkołach (gdzie m.in nauczył się mówić płynnie po francusku). Po licznych podróżach szeroko wykształcony i obyty Adams trafił do Harvardu.
        Kolejny amerykański prezydent Grover Cleveland także był nauczany w domu do wieku lat 11-tu. Za to Benjamin Franklin | na zdjęciu obok |, który miał zresztą szesnaściorga rodzeństwa, był w szkołach tylko dwa lata, a nauczył się na przykład mówić pięcioma językami. Sytuacja rodzinna zmusiła go do ciężkiej pracy od młodych lat, co nie przeszkodziło mu nauczyć się samemu wielu innych rzeczy. Zresztą o tym, że do nauki języków obcych szkoła nie jest wcale potrzebna, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
        Abraham Lincoln, podobnie do Franklina, spędził niewiele w szkółce. Jego rodzice nie byli w ogóle wyedukowani (jego mama nie umiała nawet pisać). Praktycznie wszystkiego nauczył się sam.
        James Madison także przez młode lata był edukowany w domu zanim poszedł do szkół. Zresztą George Washington czy Woodrow Wilson podobnie. Ten drugi do wieku lat jedenastu nawet nie potrafił czytać (bo wszyscy czytali mu tyle książek na głos). Być może z powodu tych osób w Anglii i USA można edukować własne dzieci bez większych problemów.


    EDUKCJA W DOMACH RODZINNYCH

        Oczywiście tzw. sukces społeczny czy sława nie może uzasadniać wyboru edukacji domowej, ponieważ większość nauczanych w domu osób to ludzie zwykli czy nawet przeciętni (i po pierwsze normalni!). Raczej jako ciekawostkę wymienia się sławnych ludzi, a wśród nich są nie tylko ludzie polityki, ale co najważniejsze, wynalazcy i odkrywcy, np. Błażej Pascal, Piotr Curie, Tomasz Edison - uczony w domu przez matkę, byłą nauczycielkę, czy Albert Einstein, który zreszą sprzeciwiał się obowiązkowej szkole. Oczywiście także pisarze, np. Aleksander Dumas, Agata Christie edukowana prywatnie w domu, C. S. Lewis - uczony przez matkę i guwernantkę i w prywatnych szkołach; muzycy: Yehudi Menuhin, który spędził w szkole jeden dzień; filozofowie (np. John Stuart Mill), itd. Niektóre nazwiska powinny zainteresować „naszą” głowę MENIS, matematyk Krystynę Łybacką. Tak czy owak, pokazuje to jasno, że brak edukacji formalnej w znaczeniu szkolnej nie zrobił im krzywdy, ani nie stworzył ludzi ułomnych. Część spośród tych ludzi żyła oczywiście jeszcze w czasach „przed-szkolnych”, a choć miała możliwość korzystania z działających wówczas szkół, kształciła się przynajmniej przez kilka lat w domu (każdy rok jest cenny). Niektórzy byli potem nauczani przez prywatnych nauczycieli, albo uczyli się sami.


    CZY FORMALNE WYKSZTAŁCENIE JEST KONIECZNE?

        Patrząc na listę wyżej wymienionych osobistości, w której każdy może znaleźć swojego ulubieńca (zarówno ludzie lewicy, jak i prawicy), w dość naturalny sposób nasuwa się pytanie: czy formalna, szkolnaBill Gates (Microsoft) edukacja jest niezbędna do rozwoju człowieka? Czy jest niezbędna do osiągnięcia czegoś w życiu? A czy jest w ogóle potrzebna do osiągnięcia szczęścia? Osoby, które znają życie dłużej i lepiej niż ja odpowiedzą chyba na trzy te pytania: nie.
        Aby zilustrować moją tezę dotyczącą braku relacji pomiędzy formalnym wykształceniem na poziomie uniwersyteckim a sukcesem życiowym, posłużę się także innymi sławnymi cytowanymi w książce dr. Marka Budajczaka „Edukacja domowa”, którzy ukończyli prawdzie szkoły podstawowe i średnie, jednak poprzestali na tych etapach kształcenia. Ich losy wskazują dobitnie na niezależność karier życiowych od formalnego wykształcenia akademickiego: Soichiro Honda (Honda), Bill Gates (Microsoft) | na zdjęciu obok |, Steve Jobs (Apple).


    ULECZYĆ PROBLEM EDUKCYJNY

        Czy aby poprawić obecny stan szkolnictwa, wraz z marną sytuacją nauczycieli, nie należałoby wprowadzić więcej elastyczności w system szkolnictwa (po co właściwie jest nauczycielom MENIS?) Dlaczego nie stworzyć równych warunków szkołom prywatnym (w tym szkołom domowym), które mogłyby zatrudniać nauczycieli, którzy naprawdę chcą uczyć nawet bez papierów? Dlaczego nie dać swobody rodzicom, którzy mogli uczyć sami albo zatrudniać nauczycieli prywatnie chociaż przez kilka lat (w ramach edukacji domowej)? W ten sposób rodzice mieliby wybór formy edukacyjnej oraz konkretengo nauczyciela, a nauczyciele zyskaliby nowe, inne i ciekawe miejsca pracy. Szkoły publiczne winny stracić swą praktycznie monopolistyczną pozycję. Mam nadzieję, że podobne propozycje wyjdą kiedyś szerzej ze środowisk nauczycielskich. Zresztą to oni powinni walczyć o rzeczywistą poprawę warunków pracy. Wolny rynek jest dla nich jedynym rozwiązaniem. Takie głosy nadchodzą również ze środowisk nauczycielskich. Chwała Bogu!


    LOSY ŚWIATA W RĘKACH...?

        W „Dolnośląskiej Gazecie Szkolnej” (www.gszk.tcz.info) p. Janusz Wolniak, nauczyciel i kierownik Instytutu Doskonalenia Nauczycieli „Solidarność” napisał w tekście „Szkoła bez misji”: „Nie chcę aby ktokolwiek zrzucał odpowiedzialność na mnie, jako nauczyciela [za losy świata].(...) Co szkoła może zrobić z uczniem wychowanym przez media kreujące pseudowartości i nibyautorytety? Jeśli do tego rodzice nie kwapią się do pomocy? Może należałoby zwrócić się do ogółu społeczeństwa, do tzw. inteligencji, jeśli jeszcze jest, by wzięła losy świata w swoje ręce.” Nie wiem kogo miał na myśli p. Wolniak, ale dla mnie ważne jest, aby rodzice mogli dokonywać swobodnego wyboru formy edukacyjnej dla swoich dzieci. Wszystko więc w rękach rodziców? Nawet jeśli taki wybór miałby dotyczyć tylko garstki ludzi, tzw. inteligencji czy nie, taki wybór powinien istnieć dla dobra całego społeczeństwa. Zresztą losy świata zmieniali wyżej wymienieni sławni ludzie (odkrywcy czy naukowcy), którzy niewiele mieli wspólnego ze szkołą publiczną.


    SPOKÓJ DLA RODZIN

        Rodzice w wielu krajach, szczególnie w USA i Anglii mogą wybierać szkoły dla swoich dzieci. Mogą prowadzić własne szkoły domowe, albo posyłać swoje pociechy do różnorakich szkół prywatnych. A jaki właściwie wybór mają polscy rodzice?
        Rząd USA zrozumiał, że szkoły domowe funkcjonują dobrze. 26 września 2000 r. Izba Reprezentantów USA uhonorowała rodziców- edukatorów domowych i ich uczniów specjalną rezolucją (HR 578) mówiącą o znaczeniu wzmocnienia rodziny, o ich wyborze i zaangażowaniu w edukację, o ich fundamentalnym prawie do prowadzenia wykształcenia ich dzieci. Rezolucja mówiła także, że edukacja domowa pokazała swoją efektywność i bardzo wysoki poziom uczenia, a także innowację, przedsiębiorczości i indywidualną odpowiedzialność. Tydzień od 1 do 7 października 2000 r. został uznany Tygodniem Edukacji Domowej. A czy jest szansa, że rząd polski uhonoruje rodziców, którzy na własnych barkach niosą trudy edukacji własnych dzieci? Uhonoruje w taki sposób, że da im po prostu należny takim rodzinom spokój? I kiedy polskie społeczeństwo przestanie piętnować tych ludzi oskarżając ich bezpodstawnie o robienie krzywdy własnym dzieciom?Nic więcej tym rodzinom nie potrzeba.



    Natalia Dueholm



  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Skąd się biorą geniusze?

    czyli sławni „edukowani inaczej” cz. II



        W szkołach nie ma czasu na studiowanie biografii sławnych ludzi. A szkoda, bo można by się z tego wiele nauczyć. O tym, jak ludzie potrafią sobie radzić w życiu, jak osiągnąć sukces i zmieniać losy świata. A także, jak się uczyć i poznawać świat.
        W poprzednim odcinku pisałam o sławnych ludziach polityki (królowa Elżbieta II, liczni amerykańscy prezydenci), którzy przynajmniej część ze swojej edukacji odebrali w domu rodzinnym. Dziś kolej na tych, którzy przyczynili się do rozwoju postępu: wynalazcy i odkrywcy.


    GŁUCHA MAMA ALEKSANDRA BELLA

        Alexander Graham Bell (1847- 1922)– to człowiek najbardziej znany z wynalazku telefonu (1876). Nie wszyscy wiedzą, że później opatentował także optyczną sieć telefoniczną, wynalazł audiometr (przyrząd do Alexander Graham Bellmierzenia ostrości słuchu), lotkę oraz inne wynalazki związane z aeronautyką, a także założył szkołę dla nauczycieli osób głuchych. Trzeba zaznaczyć, że w edukacji małego Aleksandra niezwykłą rolę odegrała rodzina, a szczególnie jego matka, która była prawie kompletnie głucha. Mama, z zawodu malarka i muzyk, nauczyła syna nie tylko angielskiego, ale także porozumiewania się przy pomocy rąk i gry na pianinie. Szybko zdała sobie sprawę (pamiętajmy, że była głucha), że zdolności syna przewyższają jej możliwości uczenia i odesłała syna na dalsze nauki na pianinie do Auguste’a Benoit Bertiniego, który jednak zmarł zanim naprawdę zdołał nauczyć czegoś Aleksandra. Ojciec Aleksandra Bella zajmował się fonetyką i uczył mówić głuchoniemych. Zapewne takie zainteresowania ojca i niepełnosprawność mamy pomogły rozwinąć zainteresowania syna. Jako ciekawostkę podam również, że żoną Aleksandra Bella została także niesłysząca kobieta.
        Kiedy mówimy o „wyrównywaniu szans” dla osób niepełnosprawnych, może powinniśmy zwrócić uwagę, że często i oni sami o to wcale nie proszą, a w życiu dają sobie radę o wiele lepiej niż ludzie całkowicie zdrowi. Dlatego oni powinni pomóc zrozumieć kompletnie zdrowym, ile w życiu można osiągnąć.


    ŻYCIE NIEWOLNIKA GEORGE’A WASHINGTONA CARVERA

        Kolejną ciekawą postacią jest George Washington Carver (urodzony prawdopodobnie w 1864 r, zmarły w 1943), amerykański botanik i agronom, George Washington Carverktóry wynalazł nowy rodzaj bawełny, tzw. krzyżówka Carvera. Urodzony jako czarny niewolnik, wynalazł setki innych roślinnych produktów (np. 118 produktów ze słodkich ziemniaków, takich jak mąka czy cukierki), nauczał metod ulepszania gleby i przy pomocy swoich odkryć nakłonił południowych farmerów do uprawy roślin innych niż bawełna w celu poprawienia dochodów. Nawet i jego dramatyczne życie pokazuje, co może osiągnąć człowiek własną ciężką pracą. Ojciec Carvera zmarł krótko po urodzeniu syna, zaś matka została porwana przez łowców niewolników. Mały George powrócił na plantację, a o swojej matce nigdy więcej już nie usłyszał. Wątłego zdrowia, nie mógł pracować ciężko na plantacji, zajął się więc uprawą ogrodu. Pisać i czytać nauczył się na plantacyjnym domu, a całej reszty nauczyło go życie w ogrodzie, gdzie spędzał całe dnie ucząc się nazw różnych roślin. W tym czasie nie było szkół dla Murzynów w Diamond Grove, a młody Georgie dopiero w wieku 10 lat zaczął zapisywać się do różnych szkół, aby uczyć się malarstwa i gry na pianinie. Umarł jako profesor stanowego koledżu Iowa, twórca Fundacji Carvera Dla Rozwoju Rolnictwa i członek Królewskiego Towarzystwa sztuki.


    THOMAS EDISON - W SZKOLE TUMAN, DLA MAMY GENIUSZ

        Edison (1847-1931), który wynalazł żarówkę, a właściwie cały elektryczny system oświetleniowy, fonograf, generator elektryczny oraz projektor obrazu ruchomego, a później koordynował również filmy z dźwiękiem fonograficznym, by wreszcie stworzyć pierwszą multimedialną prezentację światową też odbył nauki w domu. Jeden z największych wynalazców, odbył tylko trzy Thomas Edisonmiesiące formalnego wykształcenia! Najmłodszy z siedmiorga rodzeństwa, był uczony przez mamę - nauczycielkę, która potrafiła rozwijać jego wrodzoną ciekawość. Mały Thomas zaciekawiony gęsią wysiadującą jaja, postanowił sam na nie usiąść. Być może z powodu słabego zdrowia, częstych przeprowadzek i finansowej sytuacji rodzinnej, Thomas nie poszedł do szkoły do wieku ośmiu lat. Szkoła nie okazała się jednak dobrym wyjściem, gdzie uznano go za powolnego ucznia, a nawet za głupka. Nauczyciela denerwowało, że zadawał zbyt dużo pytań i nazwał go w końcu tumanem (addled), o czym dowiedziała się jego matka. Zdenerwowana, pobiegła do szkoły, aby powiedzieć nauczycielowi, że jej syn miał więcej rozumu w małym paluszku, niż on w całym ciele. Dlatego matka zdecydowała po prostu kontynuować jego naukę w domu, gdzie nauczyła go czytania, pisania i arytmetyki, zaś ojciec zapoznał go z filozofią ulubionego Thomasa Paine’a. Mama Thomasa była dość wyjątkową osobą, która potrafiła zrobić z uczenia zabawę. Zadziałało to aż tak dobrze, że nie mogła już zapanować nad jego nauką. Czytanie stało się pasją Edisona, który już jako dziesięciolatek czytał popularne magazyny naukowe z różnych dziedzin, a także i powieści. Jako dorosły, kontynuował ten rodzaj pogłębiania wiedzy, spędzając całe dnie w bibliotece. Na starość Edison, częściowo głuchy nie chciał się poddać operacji, ale nie narzekał jednak na swoją ułomność- uważał po prostu, że to pomaga mu się bardziej skupić.


    ALBERT EINSTEIN - NIECHCIANY W SZKOLE

        Albert Einstein (1879-1955), który ogłosił teorię względności w wieku 26 lat, urodził się z ogromną i nieregularną głową, czym przeraził swoją mamę. Jego rodzice, ojciec - dość słaby przedsiębiorca i mama pianistka wierzyli jednak w syna. Mały Albert rozwijał się powoli, do lat Albert Einsteindwóch czy trzech w ogóle nie mówił. Kiedy w końcu zaczął, mówił pełnymi zdaniami. Dość wcześnie okazał się dzieckiem ciekawym i potrafiącym zabawiać samego siebie przez długie godziny. W wieku czterech czy pięciu lat, mały Albert dostał od ojca kompas... i wtedy wszystko się zaczęło - tak mówią anegdoty. Działanie magnesów absolutnie zafascynowało chłopca. Jego rodzice zawsze pobudzali jego ciekawość i niezależność, w przeciwieństwie do niemieckich szkół. Einstein napisał później na temat szkół, że: „To właściwie cud, że ciekawość nie ginie w formalnej edukacji”, chociaż był bardzo dobrym uczniem z matematyki i nauk ścisłych (geometrii nauczył się sam w wieku lat 12). Po szkole pracował w sklepie elektrycznym ojca, gdzie nabrał ciekawości do elektryczności. Jako nastolatek, został poproszony o opuszczenie szkoły, gdyż nauczycielom nie podobało się, że zadaje zbyt dużo pytań i przeszkadza innym uczniom. Było mu to jak najbardziej na rękę, gdyż wcale mu się tam nie podobało (nienawidził np. uczyć się języków). Kolejny zawód ze strony szkoły spotkał go po raz drugi, bo mimo że był matematycznym geniuszem, nie przyjęto go na wyższą uczelnię z powodu braku dyplomu. Musiał wrócił do szkoły, aby uzyskać jakiś papierek.


    BLAISE PASCAL - ŻADNYCH NAUK ŚCISŁYCH DO LAT 15

    Blaise Pascal    Pascal (1623-1662) - filozof, matematyk i fizyk także był nauczany przez ojca, który chciał uczyć go tylko tego, co uważał za stosowne. Myślał głównie o starożytnych językach martwych i nie miał zamiaru uczyć go nauk ścisłych aż do wieku lat 15. Musiał jednak zmienić zdanie, bo chłopiec sam nauczył się geometrii wcześniej niż przewidział ojciec, bo w wieku lat 12. Ciekawość Blaise’a była tak wielka, że zajął się nią po swojemu, czym przyciągnął uwagę Kartezjusza i tak stał się geniuszem matematycznym. Wynalazł m.in. jedną z pierwszych maszyn liczących, sformułował zasadę indukcji matematycznej oraz część podstaw rachunku prawdopodobieństwa, badał zjawiska ciśnienia atmosferycznego i zjawisk z zakresu hydrostatyki.


    BRACIA WRIGHT I HELIKOPTER OD TATY

        Bracia Orville i Wilbur Wright (1871-1948, 1867-1912) - mechanicy rowerowi, samoucy, dokonali pierwszego kontrolowanego lotu zasilanego Samolot Braci Wrightenergią w pojeździe cięższym od powietrza. Przez całe lata 80-te XIX wieku bracia Wright studiowali aeronautykę i eksperymentowali z urządzeniami latającymi. Żaden z nich nie skończył nawet liceum, chociaż do niego uczęszczali nie przejmując się zbytnio szkolnymi rygorami. Wynalazki stworzyli dzięki młodzieńczej fascynacji lataniem, którą zaszczepił w nich ojciec oferując synom zabawkę helikopter. Matka także przyczyniła się do rozwoju dziecięcej ciekawości sama budując dla nich zabawki i przyrządy domowe. Potem sami robili mechaniczne zabawki na sprzedaż, zarabiając w ten sposób pieniądze. Kiedy mieli po dwadzieścia kilka lat założyli firmę, która wypożyczała i sprzedawała rowery, a potem postanowili sami je konstruować. W końcu także zaczęli nawet wydawać gazetę.

    * * *

        Analizując życiorysy sławnych i wielkich ludzi nie można oczywiście z całą pewnością odpowiedzieć na tytułowe pytanie skąd się biorą genialni ludzie. Na przykład Thomas Edison zdefiniował geniusz jako: „Jeden procent inspiracji i 99 perspiracji”. Mimo, że nie można również powiedzieć, że biorą się z edukacji domowej, warto zauważyć, że brak edukacji formalnej na pewno w tym nie przeszkadza. Rola rozwijania ciekawości (inspiracji Edisona) we wczesnym dzieciństwie jest tutaj nie do zanegowania, a to nie zawsze można zrealizować w szkole. Może pora lepiej zrozumieć i docenić pracę rodziców z własnymi dziećmi, a nie zwalać wszystko na biednych nauczycieli w szkołach?



    Natalia Dueholm

    Tekst był publikowany w „Najwyższym Czasie!” nr 12/2004




  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Ignacy Baliński, Z rad dla moich synów
    Chcesz być czymś w życiu, to się ucz,
    Abyś nie zginął w tłumie;
    Nauka - to potęgi klucz,
    W tym moc, co więcej umie.
    I zważ, nie popchną tego wstecz,
    Ani pochłoną fale,
    Kto umie choćby jedną rzecz,
    Lecz umie doskonale

    Sławni „edukowani inaczej”, cz. III

        „Nauka - to potęgi klucz”, to jeden z cytatów najczęściej używanych na szkolne potrzeby. Pewnie dlatego niektórzy wyobrażają sobie, że ten klucz wręczają pupilom nauczyciele, otwierając im tym samym drogę do życiowego sukcesu. Cytat ten jest jednak częścią wiersza Ignacego Balińskiego, niekoniecznie napisanego do szkolnej agitki, bo o szkole nie ma w nim ani słowa. I rzeczywiście- można zostać kimś i nie zginąć w tłumie, nie chodząc w ogóle do szkoły.

        Trudno wyobrazić sobie żeby rodzice Balińskiego (1862-1951), autora pięknych wierszy patriotycznych, redaktora „Życia” i radnego Warszawy, on sam, a także jemu współcześni, nie zdawali sobie z tego sprawy. Dziś, aby się o tym przekonać, musimy czytać biografie sławnych. Cała gama wybitnych ludzi swoją edukację odbyła w domu rodzinnym, lub w szkołach spędziła tylko kilka lat. Jedną z takich osób jest angielski poeta i bibliofil Robert Browning (1812- 1889), który zdecydowaną większość swojego wykształcenia odebrał w domu, dzięki swojemu ojcu. Czytać i pisać po angielsku nauczył się w wieku lat 5, zaś greki i łaciny nauczył go ojciec później. To on zatrudnił także prywatnych nauczycieli do nauki sztuki, muzyki, francuskiego i włoskiego. Kiedy Robert poszedł w końcu do szkoły, poproszono go, aby ją opuścił, gdyż rodzice innych dzieci nie byli zadowoleni z konkurencji klasowej wybitnie mądrego i bystrego chłopca. Browning sam zresztą przyznał, że

    w szkole niczego się nie nauczył.


        Jako siedemnastolatek po roku studiów zrezygnował z uczelni na rzecz dalszej nauki w domu. Podobno biografią szczyci się Mary Kingsley (1862- 1900), brytyjska podróżniczka i badaczka Afryki Zachodniej, pisarka, która

    nie otrzymała żadnej formalnej edukacji.


        Urodziła się dokładnie w tym samym roku co Baliński, który zresztą zmarł w Anglii. Kinsley dziś zostałaby opisana jako ofiara dyskryminacji płciowej, przykuta do domu i bez szansy na przyszłość. Na szczęście Mary nie dała zrobić z siebie ofiary losu. Mimo, że do ukończenia 30 lat musiała zajmować się chorą matką w domu, jej życie umilały listy od taty-lekarza, który podróżował po świecie. To on rozpalił w niej ogień ciekawości świata i przyczynił się do tego, że została podróżniczką. Mary w jakiś sposób sama nauczyła się czytać wysiadując w domowej bibliotece ojca. Sama nauczyła się także niemieckiego, robiła eksperymenty chemiczne i elektryczne. W Afryce badała głównie ryby i zwyczaje kanibalów, które potem opisała, pływała w canoe i jadła węże. Warto zaznaczyć, że pomimo, że była bardzo niezależną kobietą w feministycznym znaczeniu, potępiała feminizm. Jane Austen (1775- 1817), żyjąca wcześniej, spędziła w prywatnych szkołach jakieś 2-3 lata, resztę edukacji pobierała głównie w domu pod kierunkiem ojca i starszych braci. Tam uczyła się przede wszystkim rysowania i muzyki, spędzając dużo czasu na lekturze. Sceptycy pewnie powiedzą, że artystę stosunkowo łatwo wychować w domu bez szkoły. Cóż, biografie sławnych naukowców prawdziwych nauk, każą nam zrewidować i ten pogląd. To już nie tylko Blaise Pascal, Pierre Curie, czy oklepany Thomas Edison nie korzystali ze szkół, bo również André-Marie Ampère (1775-1836). Ampère, znany wszystkim francuski fizyk (badania nad elektrycznością i elektromagnetyzmem) i matematyk, a także mniej znany jako chemik (odkrył fluor) i wykładowca filozofii

    nigdy nie chodził do żadnych szkół.


        Ampère już w wieku 13 lat napisał pierwsze dzieło naukowe. I znowu ten, którego w szkołach nie uczono, w młodości sam dawał lekcje prywatne. Co więcej, pomimo braku formalnego wykształcenia został zatrudniony jako profesor w Ecole Politechnique, a potem w College de France. Ampère pochodził, owszem, z zamożnej rodziny, jednak bogactwo nie musi być warunkiem do uzyskania dobrego wykształcenia. Pokazuje to Michael Faraday (1791- 1867), syn kowala, który m.in. odkrył zjawisko indukcji elektromagnetycznej i skonstruował pierwszy model silnika elektrycznego. Być może jego biletem na loterii był właśnie fakt, że pochodził z biednej rodziny i musiał szybko przyuczyć się do zawodu. Faraday poszedł więc do pracy u introligatora. Dzisiejsi edukraci sprzeciwiający się pracy młodych i przyklejający dzieciom z biednych rodzin naklejki „nieuprzywilejowanego”, zrujnowaliby Faraday’owi karierę. A właśnie dzięki swojej sytuacji życiowej trafił w

    idealne miejsce do nauki,


        którym oczywiście nie jest szkoła, ale pomieszczenie z książkami (niekoniecznie biblioteka). Równie dobrze wykształcić się można w pomieszczeniu, gdzie książki idą na przemiał. Faraday więc książki oprawiał i czytał. I to wystarczyło na dobry początek. George Boole (1815- 1864), angielski matematyk i twórca zasad teorii logiki i prawdopodobieństwa, bez którego nie byłoby dzisiejszej informatyki, jako syn szewca mogły edukratom powiedzieć to samo. Genialny logik skończył w zasadzie tylko szkołę podstawową i szkołę handlową. Biedna rodzina Boole’a umiała mu zorganizować kształcenie. Znajomy ojca, księgarz, wyuczył go łaciny, potem przyszła kolej na grekę, francuski, niemiecki i włoski, i dopiero później na matematykę. Boole został profesorem w Queens College bez żadnej wyższej formalnej edukacji, a także bez żadnego kwalifikującego go do tego tytułu naukowego.

        Jak widać, ludzkie ścieżki edukacyjne są różne i sztuczne ich ujednolicanie (przymusem szkolnym czy programem wyrównywania szans) pozbawiłoby wyżej wymienionych ludzi ich naturalnego rozwoju, z mniejszą lub większą stratą dla ludzkości, a już na pewno dla nich samych. Opisywane przykłady świadczą także o znaczeniu relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi w ich wspólnych edukacyjnych doświadczeniach. Pokazują, że poziom wykształcenia rodziców, płeć dziecka, a także zamożność rodziców mają mniej wspólnego z osiągnięciami edukacyjnymi niż ma to dziś miejsce w przypadku uczniów w szkołach publicznych. Takie spostrzeżenie pojawiło się właśnie w najnowszym badaniu edukowanych domowo z Kanady i USA Fraser Institute z października 2007 r. Ci, którzy nadal nie są w stanie wyobrazić sobie nauki bez szkolnego systemu i widzą w tym jakieś zagraniczne czary, które w Polsce nie zadziałają, może zechcą przeczytać kolejny odcinek „Sławnych „edukowanych inaczej”, cz. IV, poświęcony Polakom kształconym w domu.




    Natalia Dueholm




  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Sławni Polacy kształceni w domu, cz. 1
    Przeciwko przymusowej edukacji wczesnoszkolnej

        Niektórzy uważają przymusową edukację wczesnoszkolną w szkołach publicznych za cudowny leki wyrównujący szanse i gwarantujący wysokie pozycje w wyścigu szczurów po sukces w życiu. A jednak wymienić można całą listę sławnych Polaków-autorów lektur szkolnych i patronów szkół, którzy nie tylko edukację „wczesną”, ale także „późną” czy nawet jedyną, odbyli w domach rodzinnych.

        Są też tacy, którym wciąż wydaje się, że edukacja domowa jest jakimś fenomenem zagranicznym, który nie zaszczepi się na polskim gruncie. Co gorsza, opinię tę głoszą niektórzy tzw. specjaliści od edukacji, zapominając chyba o sławnych Polakach wykształconych w domu, którzy właśnie drogą samokształcenia doszli do swoich sukcesów. Jeśli chluba naszego narodu mogła sobie darować w dużej części lub całkowicie doświadczenie masowej edukacji przymusowej, to dlaczego wciąż patrzymy na szkolny obowiązek jak na rzecz nieuniknioną i jak najbardziej pozytywną? Dlaczego niektórzy tak bardzo chwalą europejskie pomysły obniżania wieku rozpoczęcia szkoły?
        Bo swego nie znają?

    „Polacy to nie gęsi, swój rozum mają i wcale nie muszą podążać za tzw. europejskimi wzorcami (czy standardami)”. Tak zapewne odpowiedziałby dziś propagatorom przymusu wczesnoszkolnego Mikołaj Rej (1505- 1559?), trawestując własne słowa i myśl. Być może za to w odwecie zostałby uznany za rozpieszczonego jedynaka wychowującego się w „nadopiekuńczej” rodzinie. Adam Kuliczkowski pisał w „Zarysie dziejów literatury polskiej” (1884 r.), że do „niemałych lat” chowano go w domu rodzicielskim, po czym oddano do szkoły w Skarmierzu,

    „gdzie dwa lata bawił niczego się nie nauczywszy”.


        Podobnie było we Lwowie, gdzie jego dwuletnia nauka „nie przyniosła również pozytywnego rezultatu (...). Rej „bawił się (...) i do ślęczenia nad naukami ochoty nie miał”. Kolejne próby nauk w szkołach krakowskich nie przyniosły pożądanych efektów, i na tym szkolna edukacja Reja się zakończyła. Wrócił on do domu (pochodził z zamożnej rodziny szlacheckiej), w którym był zresztą uwielbiany, szczególnie przez ojca, który wychowanie szkolne postanowił zastąpić wychowaniem na dworze stryja, a potem wojewody Tęczyńskiego i innych. Rej kształcił się głównie przez rozmowę, bo czytać wcale nie lubił. Nie uzyskał więc książkowego wykształcenia, za to udało mu się odpowiednio wyszumieć za młodu, na starość zbliżyć do Boga, pozostawić trzech synów, pięć córek i bogaty dorobek pisarski. Podobnie kolejny człowiek renesansu, pochodzący z zamożnej szlachty i piszący zarówno po polsku, jak i po łacinie - Szymon Szymonowicz (1558- 1629) –

    „odebrał wychowanie staranne w domu rodzicielskim” (Kuliczkowski).


        Najciekawszym przykładem sukcesu pozaszkolnej edukacji jest fenomen literacki genialnego hrabiego Aleksandra Fredro (1793 ?- 1876), który nigdy do żadnych szkół nie chodził. Chyba specjaliści z MEN potrafią dziś docenić jego twórczość. Warto wspomnieć, że wychował się w domu bogatym, ale nie snobistycznym i żył w warunkach skromniejszych niż te, na które mógł sobie pozwolić jego ojciec. Pomimo braku formalnego wykształcenia został między innymi jednym z pierwszych członków Akademii Umiejętności w Krakowie. Któż z nas nie używa dziś powiedzeń z Fredry, np. "wolność Tomku w swoim domku" czy "gwałtu, rety, co się dzieje", którym zapewne Fredro skomentowałby kolejne pomysły MEN na obniżenie szkolnego wieku poborowego. Biografowie wymieniają kilku prywatnych nauczycieli Fredry, m.in p. Płachetkę (nauczył Fredrę łaciny) czy Józefa Swobodę. Ojciec Aleksandra - jak nam opisuje w przedmowie do „Trzy po Trzy, Pamiętniki z epoki napoleońskiej” A. Fredry Adam Drzymała-Siedlecki - zatrudniał czasem kilku nauczycieli jednocześnie: guwernera, nauczyciela muzyki, nauczyciela rysunków, metra tańca, fechmistrza. Jednocześnie biografowie są zgodni, że niezwykły wpływ na Aleksandra miał właśnie jego ojciec, Jacek. Kuliczkowski pisał, że edukacja Fredry miała „iść trybem szkolnym”, jednak otwarty umysł genialnego twórcy uciekał od szablonowości i wręcz wyrywał się ku samodzielnemu poznaniu, co pozwoliło na pełniejsze wykorzystanie wrodzonych zdolności. Fredro uczył się mało, „zbijał bąki”, najchętniej czytał powieści, polował, jeździł konno. W rozumieniu specjalistów z MEN był więc zatem nieukiem. A jednak trudno jest zakwestionować jego dorobek literacki – wyjątkowość Fredry podsumował Kazimierz Wyka: „rzadki przykład zupełnego samotnika literackiego,

    którego nikt nie nauczył jego sztuki i od którego nikt się nie nauczy".


        Fredro wykazał się nie tylko na polu literackim – w wieku 16 lat zaciągnął się do kawalerii Księstwa Warszawskiego i był odważnym żołnierzem, odznaczonym orderami Virtuti Militari oraz Legii Honorowej. Nie zapominajmy także o Emilii Plater (1806- 1831), córki hrabiego, patronki wielu szkół, i której Adam Mickiewicz poświęcił swój wiersz „Śmierć pułkownika”. Kolejna postać, znana przez każdego ucznia polskiej szkoły, pierwsze lata nauki pobierała w domu rodziców w Wilnie. Po opuszczeniu matki przez nieodpowiedzialnego ojca (rozwiedli się, kiedy Emilia miała 9 lat), od 10 roku życia wychowywała się i pobierała nauki razem z kuzynami Ludwikiem i Kazimierzem. Jak piszą biografowie,

    jej wykształcenie było pierwszorzędne,


        potrafiła bowiem nie tylko pisać poezje, śpiewać czy rysować, a także jeździć konno, czy polować. Nie ma co się dziwić, że udało się jej w trakcie powstania listopadowego utworzyć oddział partyzancki z 280 strzelcami, kosynierami i kawalerzystami. Joachim Lelewel (1786- 1861) pochodzący ze spolonizowanej szlachty pruskiej także wychował się w domu rodziców i u ciotki, a dopiero jako piętnastolatek u pijarów. Od najmłodszych lat lubił książki historyczne, bo chciał opisywać dzieje ojczyste. Interesował się także filozofią. Co ciekawe, przetłumaczył „Eddę” (rodzaj islandzkiej sagi). Podobnym życiem może pochwalić się uczestnik i kronikarz powstania listopadowego Maurycy Mochnacki (1803- 34), pochodzący z rodziny inteligenckiej (jego ojciec był prawnikiem), który początkowe nauki odebrał w domu rodzicielskim. Miał doborowych nauczycieli i od najmłodszych lat interesował się historią. Potem został zapisany do ostatniej klasy liceum. Nie ukończył studiów prawniczych. Józef Ignacy Kraszewski (1812-87) pochodzący z niezamożnej rodziny ziemiańskiej miał dwie siostry i dwóch braci, poszedł do szkół publicznych dopiero w wieku lat 11, wcześniej wychowywany był przez matkę i babkę. To

    „wychowanie pierwotne odbiło się niejednokrotnie na życiu pisarza”


        - jak pisze Kuliczkowski. Hugon Kołłątaj (1750- 1820) urodzony w niezamożnej rodzinie szlacheckiej (miał dwóch braci) także pierwsze wychowanie odebrał w domu rodzicielskim, potem w szkole pińczowskiej (od lat 7), gdzie uczył się gramatyki, retoryki, poetyki. Jako dorosły człowiek napisał żartobliwie, że

    nauczono go tutaj "czytać i źle pisać".


        Dalej kształcił się w Akademii Krakowskiej i w Rzymie. Warto tu zaznaczyć, że mówimy o tzw. ekspercie od oświaty, który brał udział w pracach Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych i Komisji Edukacji Narodowej. Stanisław Staszic (1755- 1826) urodzony w poważanej rodzinie mieszczańskiej, który miał troje rodzeństwa także kształcił się początkowo w domu, dopiero potem w szkołach publicznych i za granicą. To za wolą matki miał zostać księdzem i był nim przez ostatnie 20 lat życia. Zajmował się prywatnym nauczaniem synów Andrzeja Zamojskiego. Matematyk, astronom i filozof Jan Śniadecki (1756- 1830), który miał liczne rodzeństwo, także wychowywał się do 9 roku życia pod okiem troskliwych rodziców, potem w szkole w Poznaniu przez 7 lat i Akademii Krakowskiej, wreszcie za granicą.

        Oczywiście, wielu z tych sławnych Polaków pochodziło z zamożnych domów, jednak nie wszyscy. Niektórzy wychowywali się w rodzinach szczęśliwych, inni mniej udanych, niektórzy w wielodzietnych, inni byli jedynakami. Tak naprawdę nie ma znaczenia, że ich rodzice żyli dawno, bo to, co ich łączy, czyli zrozumienie obowiązku organizowania dzieciom edukacji bez pomocy władzy, jest ponadczasowe. Nie da się zignorować roli pełnych poświęcenie mam, zatroskanych edukacją ojców, oddanych babć, czy cioć. Fakt, że czytając o tych przykładach nadal nie potrafimy wyobrazić sobie i docenić innej od stricte szkolnej ścieżki edukacyjnej jest największym sukcesem masowego szkolnictwa publicznego. Tak właśnie w tym kształceniu pozbawiono nas wiedzy o tym, jak wyglądały kariery edukacyjne sławnych Polaków, którzy jakoś potrafili obejść się bez rządowych programów wyrównywania szans, przytułków dla dzieci, Ministerstwa Opieki Społecznej, Ministerstwa Edukacji i Nauki, ich darmowych podręczników i przymusowej edukacji wczesnoszkolnej. Pozostaje nam tylko dziś zastanowić się, czy życie i spuścizna tych sławnych Polaków byłyby takie same, gdyby zostali objęci przymusem szkolnym w wieku lat 5? Bez żadnej przesady należy wyraźnie powiedzieć, że edukacja domowa jest częścią naszego dziedzictwa narodowego, z którego powinniśmy być dumni, i z którego jesteśmy znani w świecie.

        Artykuł ukazał się w „Najwyższym Czasie”.




    Natalia Dueholm




  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Sławni Polacy kształceni w domu, cz. 2
    Przeciwko przymusowej edukacji wczesnoszkolnej

         Sławni Polacy, o których uczymy się ciągle w szkołach zostawili po sobie zapisane karty historii. Jeżeli wczytamy się w te karty uważnie, pokażą nam one, że można nie odbyć edukacji wczesnoszkolnej, lub niewiele uczyć się w szkołach i stać się kimś, a nawet zostać później patronem szkoły publicznej. Dlaczego więc wciąż nie ustają nawoływania, aby wszystkie pięciolatki ( a potem cztero- i trzylatki) wyrywać z rodzinnych domów do szkoły?

         Lista takich sławnych Polaków jest długa i nie sposób tutaj opisać dzieciństwa wszystkich, którzy do szkoły nie poszli ani w wieku lat 5 ani 6, ani 7. W poprzedniej części przedstawiłam dzieciństwo kształconych w domu: Mikołaja Reja, Szymona Szymonowica, Aleksandra Fredro (który nigdy do żadnych szkół nie chodził), Emilii Plater, Joachima Lelewela, Maurycego Mochnackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Hugona Kołłątaja, Stanisława Staszica czy Jana Śniadeckiego. Chciałabym przybliżyć sylwetki kolejnych sławnych Polaków. Hrabia Zygmunt Krasiński (1812-1859) kształcił się w domu (najpierw w Warszawie, potem w Opinogórze), a później dopiero w liceum i na wydziale prawa i za granicą. W biografii autorstwa Józefa Kallenbacha czytamy, że jego dom rodziny nie był idealny - matka była melancholijna i chorowita, co podobno odziedziczył Zygmunt w postaci nerwowości i słabego zdrowia. Religijna matka oddała się jednak wyłącznie wychowaniu syna, a jej życzeniem zapisanym w testamencie było, aby syn wyrósł na dobrego chrześcijanina i dobrego Polaka. Kto dziś zapisuje takie życzenia w testamencie, lub chociaż nawet nosi w sercu? Rodzice Krasińskiego zauważywszy zdolności kilkuletniego syna postanowili wcześnie zająć się jego edukacją. Francuskiego uczyła go Francuzka Delahaye i dzięki niej już w wieku 8 lat mógł on pisać do rodziców listy po francusku. Edukacja w języku polskim przebiegała najpierw pod okiem pisarza Józefa Korzeniowskiego, z którym ośmiolatek dyskutował o polityce i moralności (do dziś zachowały się listy nauczyciela do zatroskanego ojca Zygmunta). Kolejnym nauczycielem był Zygmunt Chlebowski, który jednak nie miał duszy prawdziwego nauczyciela, był szorstki, chciał przyspieszyć kształcenie ucznia zmuszając go do rozwiązywania trudnych zadań z arytmetyki. Uczył go także łaciny i greki (z tym Zygmunt nie miał jednak problemu). Zajęcia odbywały się nawet w sierpniu. Celem kształcenia Chlebowskiego, który uważał, że nauczanie domowe ma sens tylko do pewnego mementu, było wyuczenie czternastoletniego Zygmunta do poziomu umożliwiającego mu zapisanie się do ostatniej klasy liceum. Warto zaznaczyć, że w liceum we wtorki i czwartki nie było zajęć po południu, a uczono tam teorii postępu i logarytmów, a także działań na liczbach urojonych. Chłopiec miał pokaźną biblioteczkę- 39 książek po polsku, 133 po francusku i 1 po niemiecku, uczył się pisząc sentencje w różnych językach. Po śmierci matki, to ojciec

    „oddał się całą duszą wychowaniu jedynaka”


         - pisze Kallenbach. Zamykał się z synem na godziny, kazał mu recytować przysięgi Hannibala przeciw Rzymowi, wpajał miłość do ojczyzny. Zygmunt jako trzynastolatek odbył pierwszą dziewięciodniową podróż na Podole, która wiele go nauczyła. Potem poszedł na uniwersytet, na wydział prawa i administracji. Pochodzący z zamożnej szlachty Kornel Ujejski (1823–97) uczył się w domu do lat 8, a dopiero potem u bazylianów.

         Romuald Traugutt (1826-64) od najmłodszych lat po śmierci matki był wychowywany przez babkę, której zależało na wychowaniu wnuka w atmosferze patriotyzmu. Romuald rozpoczął gimnazjum w Świsłoczy w wieku 10 lat. Julian Ursyn Niemcewicz (1758?-1841), pochodzący z średniozamożnej szlachty, który miał szesnaścioro rodzeństwa także początkowe nauki odebrał w domu. Wychowany był też w domu swego dziadka w duchu rycerskim. W wieku lat 12 wstąpił do Korpusu Kadetów w Warszawie, gdzie spędził 7 lat. Za to Cyprian Kamil Norwid (1821-83) wcześnie osierocony, wychowywał się u prababki Hilarii z Sobieskich. Nie ukończył gimnazjum (przerwał naukę nie ukończywszy piątej klasy), chodził przez krótki czas do prywatnej szkoły malarstwa i pobierał prywatne lekcje rysunku. Biografowie piszą: „Nieregularna i przerwana edukacja Norwida sprawiła, że

    na dobrą sprawę był samoukiem”.


         Na pewno źródłem wiedzy były jego liczne podróże, nie tylko po Europie, ale i po Stanach Zjednoczonych. Wynalazcy lampy naftowej Ignacemu Łukasiewiczowi (1822-82), urodzonemu w ormiańskiej rodzinie szlacheckiej, mającemu czworo rodzeństwa, pierwszych nauk udzielał w domu wychowawca, były pułkownik, Woysyn Antoniewicz. W domu rodzinnym panowała serdeczna, patriotyczna atmosfera. Po rozpoczęciu przez Łukasiewicza pracy, pracodawca szybko dostrzegł jego nieprzeciętne zdolności i pomógł mu zdobyć wykształcenie. Łukasiewicz ukończył w końcu studia farmaceutyczne w Krakowie, potem wyjechał do Wiednia, aby zgłębić wiedzę z chemii analitycznej. O szkołach nie mówi się zbyt wiele w biografii Stanisława Reymonta (1867-1925), który także nie mógłby się pochwalić stosikiem szkolnych dyplomów. Urodził się w rodzinie wiejskiego organisty, pochodzącej ze zubożałej szlachty. Jak piszą o nim biografowie: „był krnąbrny, toteż po paru latach nauki w miejscowej szkole został oddany do terminu w Warszawie pod opiekę swej najstarszej siostry i jej męża (...), otrzymał krawiecki patent czeladniczy - jedyne w życiu formalne świadectwo swego wykształcenia”. Podobno

    odmówił uczęszczania do szkół.


         Dalszych szczegółów z jego życiorysu chyba też się w szkole nie rozgłasza, bo Reymonta trudno posądzić o poukładane życie. Nie pracował bowiem w wyuczonym zawodzie, chciał wstąpić do zakonu, uwielbiał podróżować. A jednak dostał Nagrodę Nobla. Jako ciekawostkę warto napisać, że był członkiem PSL "Piast" i poznał się z W. Witosem. A jak już jesteśmy przy sławnym ludowcu... Wincenty Witos (1874-1945) edukację formalną rozpoczął w wieku lat 10 i ukończył tylko 4 klasy elementarnej. W domu jego rodziców były dwa pomieszczenia, z których jedno zajmowała krowa. Zajmowanie się krową było obowiązkiem Witosa od 5 roku życia. Witos był jednak genialnym samoukiem, uwielbiającym czytać. Czytając dziś jego obserwacje na temat społeczeństwa trudno zarzucać mu, że posiadał gorsze wykształcenie od dzisiejszych znawców spraw społecznych. Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885-1939)

    również nie chodził do szkół.


         Jego kształceniem zajął się ojciec, gdyż nie był zwolennikiem szkolnego systemu. To on organizował synowi kształcenie sprowadzając do domu prywatnych nauczycieli. Niewątpliwie to ojcu zawdzięcza Witkacy zainteresowania artystyczne i literackie, a także rozwój własnych poszukiwań. Pisarka i publicystka Zofia Kossak-Szczucka (1889?-1968) także była uczona w domu. Jako 16-17 latka podjęła pracę nauczycielki. W czasie II wojny wykazała się także odważną postawą, uczestnicząc w ruchu oporu, działając w katolickiej organizacji Front Odrodzenia Polski (kontynuacja Akcji Katolickiej) i Żegocie. Była więziona w Oświęcimiu, skazana na śmierć i cudem uratowana z Pawiaka. Światowej sławy polski chemik Jan Czochralski (1885-1953), uznany za praojca elektroniki i chyba znany w Polsce tylko i wyłącznie przez poważnych elektroników, uczył się u aptekarza. Raczej jest pewne, że nigdy nie zdał matury. Być może nigdy nie ukończył szkoły. Krąży o nim anegdota, że podarł świadectwo mówiąc ”Proszę przyjąć do wiadomości, że nigdy nie wydano bardziej krzywdzących ocen”. Pochodził z wielodzietnej rodziny stolarza, był zresztą jego ósmym dzieckiem.

         Jak widać z licznych przykładów sławnych zamożnych i niezamożnych Polaków, którzy czasem wychowywali się w domach niepełnych, wśród rodzeństwa lub bez, a nawet w niespokojnych czasach okupacji Polski, ich rodziny potrafiły zająć się edukacją swoich pociech. Gdy zabrakło najbliższych, babcie i dziadkowie, a nawet prababcie i ciocie stawały na wysokości zadania. Czasami w kształceniu tych niepospolitych ludzi pomagały różne osoby, spotkane prywatnie w toku zwykłego życia. Kiedyś dzieci mogły nie trafić do rządowych instytucji, ale uczyć się i znosić trudy życia i kształcenia bez pomocy władzy. Kiedyś normalnym było, że ścieżki edukacyjne mogą być różne, tak samo jak życie człowieka. Dziś uważa się, że jedyna i nieunikniona (czasem nawet najlepsza) jest ta od państwowego przedszkola przez publiczną podstawówkę, aż po publiczne studia.

        Artykuł ukazał się w „Najwyższym Czasie”.




    Natalia Dueholm




  • skocz do góry