wróć
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Sławni ludzie po edukacji domowej



    oprac. Natalia Dueholm
  • Sławni po edukacji domowej - wstęp i lista | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Sławni „edukowani inaczej” | tutaj >>>


  • Natalia Dueholm
  • Skąd się biorą geniusze? czyli sławni „edukowani inaczej” cz. II | tutaj >>>






  • oprac. Natalia Dueholm

    Sławni po edukacji domowej - wstęp i lista osób

        Oczywiście tzw. sukces społeczny czy sława nie może uzasadniać wyboru edukacji domowej, ponieważ znacznie liczniejsi są w jej szeregach ludzie zwykli czy przeciętni. Dla ciekawostki wymienia się jednak często sławnych ludzi, którzy swoją edukację odbyły w domach rodzinnych.Część spośród nich żyła jeszcze w czasach „przed-szkolnych”, a choć miała możliwość korzystania z działających wówczas szkół, kształciła się w domu. Wśród nich przedstawiciele nauk humanistycznych i ścisłych, politycy i sławni działacze.

        W domu uczyli się m.in.:

  • Blaise Pascal (1623-1662)
  • Hans Christian Andersen (1805-75)
  • Stanisław Ignacy Witkiewicz - Witkacy
  • Abraham Lincoln (1809-1865)
  • Charles Dickens (1812-1870)
  • Florence Nightingale (1820-1910) - angielska pielęgniarka
    i działaczka społeczna, twórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa
  • Mark Twain (1835-1910)
  • Andrew Carnegie (1835-1919)
  • Thomas A. Edison (1847-1931)
  • Pierre Curie (1859-1906)
  • Winston Churchill (1874-1965)
  • Kondrad Adenauer (1876-1967)
  • Charles Chaplin (1889-1977)
  • Agatha Christie (1890-1976)
  • Franklin D. Roosevelt (1882- 1945)
  • George Patton (1885-1945)
  • Stanisław I. Witkiewicz (1885-1939) | na zdjęciu obok |
  • Yehudi Menuhin (1916-)
  • Elżbieta II (1926-)


  •     Niektórzy sławni ludzie ukończyli wprawdzie szkoły podstawowe i średnie, jednak poprzestali na tych etapach kształcenia. Ich losy wskazują dobitnie na niezależność karier życiowych od formalnego wykształcenia akademickiego:

  • Soichiro Honda (Honda)
  • Bill Gates (Microsoft)
  • Steve Jobs (Apple).




  • oprac. Natalia Dueholm



  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Sławni „edukowani inaczej”


    „To cud, że ciekawość nie ginie w formalnej edukacji” - Albert Einstein



        „W czasie II wojny światowej rodzice jego wywiezieni zostali przez okupanta hitlerowskiego na roboty przymusowe do Niemiec. Wychowywała go babka, która nauczyła go czytać i pisać. W Łodzi szkół dla Polaków nie było. Po raz pierwszy w ławce szkolnej zasiadł po wyzwoleniu Łodzi, na początku 1945 r., kiedy miał bez mała 10 lat. Babcina edukacja domowa sprawiła, że szybko nadrobił zaległości wieku szkolnego i po przeprowadzonym teście został przyjęty do trzeciej klasy.”

        Oto zagadka: czy ktoś z Czytelników zgadnie czyja to biografia? Obawiam się, że nikt. Chodzi o marszałka Senatu Longina Pastusiaka! Taką informację można odnaleźć na jego stronie internetowej: tutaj >>>
    Wynika z tego jasno, że babcia Longina Pastusiaka stanęła na wysokości zadania i nauczyła wnuka tego, czego trzeba, a już przynajmniej z punktu widzenia szkolnego, bo małego Longina do szkoły przyjęto. Wygląda więc na to, że członkowie rodziny mogą nauczać, zastępując nauczycieli w szkołach. Co więcej, przykład ten pokazuje także, że bez szkół świat się nie zawalił. Mam nadzieję, że p. marszałek potrafiłby publicznie poprzeć edukację domową i przyczynić się do zmiany obecnego, niekorzystnego stanu prawnego dla rodziców chcących nauczać w domu. Jego głos byłby niezwykle ważny w obecnym układzie politycznym.
        Longin Pastusiak nie jest na pewno jedynym politykiem nauczanym w domu. Nie jest to również odosobniony przykład pokazujący, że ominięcie kilku szkolnych lat nie musi stanowić problemu. Żona p. senatora Romaszewskiego także kształciła się w domu i - jak mówi senator, bardzo to sobie chwali. Proszę bardzo Czytelników o pomoc w uzupełnianiu mojej listy Polaków edukowanych w domu.


    SŁAWNI POLITYCY EDUKOWANI W DOMU

        Po naszym marszałku Senatu, należy wymienić także inne osobistości, które przeszły edukację domową. Pierwszeństwo oddajmy królowej Elżbiecie II, która swoją edukację zdobyła w domu rodzinnym, wspólnie z młodszą siostrą.
        Wielu amerykańskich prezydentów przynajmniej część ze swojej edukacji również odbyła w domu rodzinnym, albo kształciła się sama. Przyjmuje się, że na 43 amerykańskich prezydentów 17 (więcej niż jedna trzecia) otrzymało edukację domową. Tak więc w skrócie i w porządku alfabetycznym:
        John Quincy Adams otrzymał swoją edukację od obojga swoich rodziców: ojca i niezwykle zdolnej mamy. Trzeba tutaj dodać, że oboje byli Benjamin Franklinludzmi nieprzeciętnymi. John Q. Adams jako chłopiec towarzyszył ojcu w jego misjach dyplomatycznych do Europy, i dalej uczył się w prywatnych szkołach (gdzie m.in nauczył się mówić płynnie po francusku). Po licznych podróżach szeroko wykształcony i obyty Adams trafił do Harvardu.
        Kolejny amerykański prezydent Grover Cleveland także był nauczany w domu do wieku lat 11-tu. Za to Benjamin Franklin | na zdjęciu obok |, który miał zresztą szesnaściorga rodzeństwa, był w szkołach tylko dwa lata, a nauczył się na przykład mówić pięcioma językami. Sytuacja rodzinna zmusiła go do ciężkiej pracy od młodych lat, co nie przeszkodziło mu nauczyć się samemu wielu innych rzeczy. Zresztą o tym, że do nauki języków obcych szkoła nie jest wcale potrzebna, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
        Abraham Lincoln, podobnie do Franklina, spędził niewiele w szkółce. Jego rodzice nie byli w ogóle wyedukowani (jego mama nie umiała nawet pisać). Praktycznie wszystkiego nauczył się sam.
        James Madison także przez młode lata był edukowany w domu zanim poszedł do szkół. Zresztą George Washington czy Woodrow Wilson podobnie. Ten drugi do wieku lat jedenastu nawet nie potrafił czytać (bo wszyscy czytali mu tyle książek na głos). Być może z powodu tych osób w Anglii i USA można edukować własne dzieci bez większych problemów.


    EDUKCJA W DOMACH RODZINNYCH

        Oczywiście tzw. sukces społeczny czy sława nie może uzasadniać wyboru edukacji domowej, ponieważ większość nauczanych w domu osób to ludzie zwykli czy nawet przeciętni (i po pierwsze normalni!). Raczej jako ciekawostkę wymienia się sławnych ludzi, a wśród nich są nie tylko ludzie polityki, ale co najważniejsze, wynalazcy i odkrywcy, np. Błażej Pascal, Piotr Curie, Tomasz Edison - uczony w domu przez matkę, byłą nauczycielkę, czy Albert Einstein, który zreszą sprzeciwiał się obowiązkowej szkole. Oczywiście także pisarze, np. Aleksander Dumas, Agata Christie edukowana prywatnie w domu, C. S. Lewis - uczony przez matkę i guwernantkę i w prywatnych szkołach; muzycy: Yehudi Menuhin, który spędził w szkole jeden dzień; filozofowie (np. John Stuart Mill), itd. Niektóre nazwiska powinny zainteresować „naszą” głowę MENIS, matematyk Krystynę Łybacką. Tak czy owak, pokazuje to jasno, że brak edukacji formalnej w znaczeniu szkolnej nie zrobił im krzywdy, ani nie stworzył ludzi ułomnych. Część spośród tych ludzi żyła oczywiście jeszcze w czasach „przed-szkolnych”, a choć miała możliwość korzystania z działających wówczas szkół, kształciła się przynajmniej przez kilka lat w domu (każdy rok jest cenny). Niektórzy byli potem nauczani przez prywatnych nauczycieli, albo uczyli się sami.


    CZY FORMALNE WYKSZTAŁCENIE JEST KONIECZNE?

        Patrząc na listę wyżej wymienionych osobistości, w której każdy może znaleźć swojego ulubieńca (zarówno ludzie lewicy, jak i prawicy), w dość naturalny sposób nasuwa się pytanie: czy formalna, szkolnaBill Gates (Microsoft) edukacja jest niezbędna do rozwoju człowieka? Czy jest niezbędna do osiągnięcia czegoś w życiu? A czy jest w ogóle potrzebna do osiągnięcia szczęścia? Osoby, które znają życie dłużej i lepiej niż ja odpowiedzą chyba na trzy te pytania: nie.
        Aby zilustrować moją tezę dotyczącą braku relacji pomiędzy formalnym wykształceniem na poziomie uniwersyteckim a sukcesem życiowym, posłużę się także innymi sławnymi cytowanymi w książce dr. Marka Budajczaka „Edukacja domowa”, którzy ukończyli prawdzie szkoły podstawowe i średnie, jednak poprzestali na tych etapach kształcenia. Ich losy wskazują dobitnie na niezależność karier życiowych od formalnego wykształcenia akademickiego: Soichiro Honda (Honda), Bill Gates (Microsoft) | na zdjęciu obok |, Steve Jobs (Apple).


    ULECZYĆ PROBLEM EDUKCYJNY

        Czy aby poprawić obecny stan szkolnictwa, wraz z marną sytuacją nauczycieli, nie należałoby wprowadzić więcej elastyczności w system szkolnictwa (po co właściwie jest nauczycielom MENIS?) Dlaczego nie stworzyć równych warunków szkołom prywatnym (w tym szkołom domowym), które mogłyby zatrudniać nauczycieli, którzy naprawdę chcą uczyć nawet bez papierów? Dlaczego nie dać swobody rodzicom, którzy mogli uczyć sami albo zatrudniać nauczycieli prywatnie chociaż przez kilka lat (w ramach edukacji domowej)? W ten sposób rodzice mieliby wybór formy edukacyjnej oraz konkretengo nauczyciela, a nauczyciele zyskaliby nowe, inne i ciekawe miejsca pracy. Szkoły publiczne winny stracić swą praktycznie monopolistyczną pozycję. Mam nadzieję, że podobne propozycje wyjdą kiedyś szerzej ze środowisk nauczycielskich. Zresztą to oni powinni walczyć o rzeczywistą poprawę warunków pracy. Wolny rynek jest dla nich jedynym rozwiązaniem. Takie głosy nadchodzą również ze środowisk nauczycielskich. Chwała Bogu!


    LOSY ŚWIATA W RĘKACH...?

        W „Dolnośląskiej Gazecie Szkolnej” (www.gszk.tcz.info) p. Janusz Wolniak, nauczyciel i kierownik Instytutu Doskonalenia Nauczycieli „Solidarność” napisał w tekście „Szkoła bez misji”: „Nie chcę aby ktokolwiek zrzucał odpowiedzialność na mnie, jako nauczyciela [za losy świata].(...) Co szkoła może zrobić z uczniem wychowanym przez media kreujące pseudowartości i nibyautorytety? Jeśli do tego rodzice nie kwapią się do pomocy? Może należałoby zwrócić się do ogółu społeczeństwa, do tzw. inteligencji, jeśli jeszcze jest, by wzięła losy świata w swoje ręce.” Nie wiem kogo miał na myśli p. Wolniak, ale dla mnie ważne jest, aby rodzice mogli dokonywać swobodnego wyboru formy edukacyjnej dla swoich dzieci. Wszystko więc w rękach rodziców? Nawet jeśli taki wybór miałby dotyczyć tylko garstki ludzi, tzw. inteligencji czy nie, taki wybór powinien istnieć dla dobra całego społeczeństwa. Zresztą losy świata zmieniali wyżej wymienieni sławni ludzie (odkrywcy czy naukowcy), którzy niewiele mieli wspólnego ze szkołą publiczną.


    SPOKÓJ DLA RODZIN

        Rodzice w wielu krajach, szczególnie w USA i Anglii mogą wybierać szkoły dla swoich dzieci. Mogą prowadzić własne szkoły domowe, albo posyłać swoje pociechy do różnorakich szkół prywatnych. A jaki właściwie wybór mają polscy rodzice?
        Rząd USA zrozumiał, że szkoły domowe funkcjonują dobrze. 26 września 2000 r. Izba Reprezentantów USA uhonorowała rodziców- edukatorów domowych i ich uczniów specjalną rezolucją (HR 578) mówiącą o znaczeniu wzmocnienia rodziny, o ich wyborze i zaangażowaniu w edukację, o ich fundamentalnym prawie do prowadzenia wykształcenia ich dzieci. Rezolucja mówiła także, że edukacja domowa pokazała swoją efektywność i bardzo wysoki poziom uczenia, a także innowację, przedsiębiorczości i indywidualną odpowiedzialność. Tydzień od 1 do 7 października 2000 r. został uznany Tygodniem Edukacji Domowej. A czy jest szansa, że rząd polski uhonoruje rodziców, którzy na własnych barkach niosą trudy edukacji własnych dzieci? Uhonoruje w taki sposób, że da im po prostu należny takim rodzinom spokój? I kiedy polskie społeczeństwo przestanie piętnować tych ludzi oskarżając ich bezpodstawnie o robienie krzywdy własnym dzieciom?Nic więcej tym rodzinom nie potrzeba.



    Natalia Dueholm



  • skocz do góry




  • Natalia Dueholm

    Skąd się biorą geniusze?

    czyli sławni „edukowani inaczej” cz. II



        W szkołach nie ma czasu na studiowanie biografii sławnych ludzi. A szkoda, bo można by się z tego wiele nauczyć. O tym, jak ludzie potrafią sobie radzić w życiu, jak osiągnąć sukces i zmieniać losy świata. A także, jak się uczyć i poznawać świat.
        W poprzednim odcinku pisałam o sławnych ludziach polityki (królowa Elżbieta II, liczni amerykańscy prezydenci), którzy przynajmniej część ze swojej edukacji odebrali w domu rodzinnym. Dziś kolej na tych, którzy przyczynili się do rozwoju postępu: wynalazcy i odkrywcy.


    GŁUCHA MAMA ALEKSANDRA BELLA

        Alexander Graham Bell (1847- 1922)– to człowiek najbardziej znany z wynalazku telefonu (1876). Nie wszyscy wiedzą, że później opatentował także optyczną sieć telefoniczną, wynalazł audiometr (przyrząd do Alexander Graham Bellmierzenia ostrości słuchu), lotkę oraz inne wynalazki związane z aeronautyką, a także założył szkołę dla nauczycieli osób głuchych. Trzeba zaznaczyć, że w edukacji małego Aleksandra niezwykłą rolę odegrała rodzina, a szczególnie jego matka, która była prawie kompletnie głucha. Mama, z zawodu malarka i muzyk, nauczyła syna nie tylko angielskiego, ale także porozumiewania się przy pomocy rąk i gry na pianinie. Szybko zdała sobie sprawę (pamiętajmy, że była głucha), że zdolności syna przewyższają jej możliwości uczenia i odesłała syna na dalsze nauki na pianinie do Auguste’a Benoit Bertiniego, który jednak zmarł zanim naprawdę zdołał nauczyć czegoś Aleksandra. Ojciec Aleksandra Bella zajmował się fonetyką i uczył mówić głuchoniemych. Zapewne takie zainteresowania ojca i niepełnosprawność mamy pomogły rozwinąć zainteresowania syna. Jako ciekawostkę podam również, że żoną Aleksandra Bella została także niesłysząca kobieta.
        Kiedy mówimy o „wyrównywaniu szans” dla osób niepełnosprawnych, może powinniśmy zwrócić uwagę, że często i oni sami o to wcale nie proszą, a w życiu dają sobie radę o wiele lepiej niż ludzie całkowicie zdrowi. Dlatego oni powinni pomóc zrozumieć kompletnie zdrowym, ile w życiu można osiągnąć.


    ŻYCIE NIEWOLNIKA GEORGE’A WASHINGTONA CARVERA

        Kolejną ciekawą postacią jest George Washington Carver (urodzony prawdopodobnie w 1864 r, zmarły w 1943), amerykański botanik i agronom, George Washington Carverktóry wynalazł nowy rodzaj bawełny, tzw. krzyżówka Carvera. Urodzony jako czarny niewolnik, wynalazł setki innych roślinnych produktów (np. 118 produktów ze słodkich ziemniaków, takich jak mąka czy cukierki), nauczał metod ulepszania gleby i przy pomocy swoich odkryć nakłonił południowych farmerów do uprawy roślin innych niż bawełna w celu poprawienia dochodów. Nawet i jego dramatyczne życie pokazuje, co może osiągnąć człowiek własną ciężką pracą. Ojciec Carvera zmarł krótko po urodzeniu syna, zaś matka została porwana przez łowców niewolników. Mały George powrócił na plantację, a o swojej matce nigdy więcej już nie usłyszał. Wątłego zdrowia, nie mógł pracować ciężko na plantacji, zajął się więc uprawą ogrodu. Pisać i czytać nauczył się na plantacyjnym domu, a całej reszty nauczyło go życie w ogrodzie, gdzie spędzał całe dnie ucząc się nazw różnych roślin. W tym czasie nie było szkół dla Murzynów w Diamond Grove, a młody Georgie dopiero w wieku 10 lat zaczął zapisywać się do różnych szkół, aby uczyć się malarstwa i gry na pianinie. Umarł jako profesor stanowego koledżu Iowa, twórca Fundacji Carvera Dla Rozwoju Rolnictwa i członek Królewskiego Towarzystwa sztuki.


    THOMAS EDISON - W SZKOLE TUMAN, DLA MAMY GENIUSZ

        Edison (1847-1931), który wynalazł żarówkę, a właściwie cały elektryczny system oświetleniowy, fonograf, generator elektryczny oraz projektor obrazu ruchomego, a później koordynował również filmy z dźwiękiem fonograficznym, by wreszcie stworzyć pierwszą multimedialną prezentację światową też odbył nauki w domu. Jeden z największych wynalazców, odbył tylko trzy Thomas Edisonmiesiące formalnego wykształcenia! Najmłodszy z siedmiorga rodzeństwa, był uczony przez mamę - nauczycielkę, która potrafiła rozwijać jego wrodzoną ciekawość. Mały Thomas zaciekawiony gęsią wysiadującą jaja, postanowił sam na nie usiąść. Być może z powodu słabego zdrowia, częstych przeprowadzek i finansowej sytuacji rodzinnej, Thomas nie poszedł do szkoły do wieku ośmiu lat. Szkoła nie okazała się jednak dobrym wyjściem, gdzie uznano go za powolnego ucznia, a nawet za głupka. Nauczyciela denerwowało, że zadawał zbyt dużo pytań i nazwał go w końcu tumanem (addled), o czym dowiedziała się jego matka. Zdenerwowana, pobiegła do szkoły, aby powiedzieć nauczycielowi, że jej syn miał więcej rozumu w małym paluszku, niż on w całym ciele. Dlatego matka zdecydowała po prostu kontynuować jego naukę w domu, gdzie nauczyła go czytania, pisania i arytmetyki, zaś ojciec zapoznał go z filozofią ulubionego Thomasa Paine’a. Mama Thomasa była dość wyjątkową osobą, która potrafiła zrobić z uczenia zabawę. Zadziałało to aż tak dobrze, że nie mogła już zapanować nad jego nauką. Czytanie stało się pasją Edisona, który już jako dziesięciolatek czytał popularne magazyny naukowe z różnych dziedzin, a także i powieści. Jako dorosły, kontynuował ten rodzaj pogłębiania wiedzy, spędzając całe dnie w bibliotece. Na starość Edison, częściowo głuchy nie chciał się poddać operacji, ale nie narzekał jednak na swoją ułomność- uważał po prostu, że to pomaga mu się bardziej skupić.


    ALBERT EINSTEIN - NIECHCIANY W SZKOLE

        Albert Einstein (1879-1955), który ogłosił teorię względności w wieku 26 lat, urodził się z ogromną i nieregularną głową, czym przeraził swoją mamę. Jego rodzice, ojciec - dość słaby przedsiębiorca i mama pianistka wierzyli jednak w syna. Mały Albert rozwijał się powoli, do lat Albert Einsteindwóch czy trzech w ogóle nie mówił. Kiedy w końcu zaczął, mówił pełnymi zdaniami. Dość wcześnie okazał się dzieckiem ciekawym i potrafiącym zabawiać samego siebie przez długie godziny. W wieku czterech czy pięciu lat, mały Albert dostał od ojca kompas... i wtedy wszystko się zaczęło - tak mówią anegdoty. Działanie magnesów absolutnie zafascynowało chłopca. Jego rodzice zawsze pobudzali jego ciekawość i niezależność, w przeciwieństwie do niemieckich szkół. Einstein napisał później na temat szkół, że: „To właściwie cud, że ciekawość nie ginie w formalnej edukacji”, chociaż był bardzo dobrym uczniem z matematyki i nauk ścisłych (geometrii nauczył się sam w wieku lat 12). Po szkole pracował w sklepie elektrycznym ojca, gdzie nabrał ciekawości do elektryczności. Jako nastolatek, został poproszony o opuszczenie szkoły, gdyż nauczycielom nie podobało się, że zadaje zbyt dużo pytań i przeszkadza innym uczniom. Było mu to jak najbardziej na rękę, gdyż wcale mu się tam nie podobało (nienawidził np. uczyć się języków). Kolejny zawód ze strony szkoły spotkał go po raz drugi, bo mimo że był matematycznym geniuszem, nie przyjęto go na wyższą uczelnię z powodu braku dyplomu. Musiał wrócił do szkoły, aby uzyskać jakiś papierek.


    BLAISE PASCAL - ŻADNYCH NAUK ŚCISŁYCH DO LAT 15

    Blaise Pascal    Pascal (1623-1662) - filozof, matematyk i fizyk także był nauczany przez ojca, który chciał uczyć go tylko tego, co uważał za stosowne. Myślał głównie o starożytnych językach martwych i nie miał zamiaru uczyć go nauk ścisłych aż do wieku lat 15. Musiał jednak zmienić zdanie, bo chłopiec sam nauczył się geometrii wcześniej niż przewidział ojciec, bo w wieku lat 12. Ciekawość Blaise’a była tak wielka, że zajął się nią po swojemu, czym przyciągnął uwagę Kartezjusza i tak stał się geniuszem matematycznym. Wynalazł m.in. jedną z pierwszych maszyn liczących, sformułował zasadę indukcji matematycznej oraz część podstaw rachunku prawdopodobieństwa, badał zjawiska ciśnienia atmosferycznego i zjawisk z zakresu hydrostatyki.


    BRACIA WRIGHT I HELIKOPTER OD TATY

        Bracia Orville i Wilbur Wright (1871-1948, 1867-1912) - mechanicy rowerowi, samoucy, dokonali pierwszego kontrolowanego lotu zasilanego Samolot Braci Wrightenergią w pojeździe cięższym od powietrza. Przez całe lata 80-te XIX wieku bracia Wright studiowali aeronautykę i eksperymentowali z urządzeniami latającymi. Żaden z nich nie skończył nawet liceum, chociaż do niego uczęszczali nie przejmując się zbytnio szkolnymi rygorami. Wynalazki stworzyli dzięki młodzieńczej fascynacji lataniem, którą zaszczepił w nich ojciec oferując synom zabawkę helikopter. Matka także przyczyniła się do rozwoju dziecięcej ciekawości sama budując dla nich zabawki i przyrządy domowe. Potem sami robili mechaniczne zabawki na sprzedaż, zarabiając w ten sposób pieniądze. Kiedy mieli po dwadzieścia kilka lat założyli firmę, która wypożyczała i sprzedawała rowery, a potem postanowili sami je konstruować. W końcu także zaczęli nawet wydawać gazetę.

    * * *

        Analizując życiorysy sławnych i wielkich ludzi nie można oczywiście z całą pewnością odpowiedzieć na tytułowe pytanie skąd się biorą genialni ludzie. Na przykład Thomas Edison zdefiniował geniusz jako: „Jeden procent inspiracji i 99 perspiracji”. Mimo, że nie można również powiedzieć, że biorą się z edukacji domowej, warto zauważyć, że brak edukacji formalnej na pewno w tym nie przeszkadza. Rola rozwijania ciekawości (inspiracji Edisona) we wczesnym dzieciństwie jest tutaj nie do zanegowania, a to nie zawsze można zrealizować w szkole. Może pora lepiej zrozumieć i docenić pracę rodziców z własnymi dziećmi, a nie zwalać wszystko na biednych nauczycieli w szkołach?



    Natalia Dueholm

    Tekst był publikowany w „Najwyższym Czasie!” nr 12/2004




  • skocz do góry