wróć skomentuj |
Sławni ludzie po edukacji domowejoprac. Natalia Dueholm Natalia Dueholm Natalia Dueholm oprac. Natalia Dueholm Sławni po edukacji domowej - wstęp i lista osóbOczywiście tzw. sukces społeczny czy sława nie może uzasadniać wyboru edukacji domowej, ponieważ znacznie liczniejsi są w jej szeregach ludzie zwykli czy przeciętni. Dla ciekawostki wymienia się jednak często sławnych ludzi, którzy swoją edukację odbyły w domach rodzinnych.Część spośród nich żyła jeszcze w czasach „przed-szkolnych”, a choć miała możliwość korzystania z działających wówczas szkół, kształciła się w domu. Wśród nich przedstawiciele nauk humanistycznych i ścisłych, politycy i sławni działacze.W domu uczyli się m.in.:
i działaczka społeczna, twórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa Niektórzy sławni ludzie ukończyli wprawdzie szkoły podstawowe i średnie, jednak poprzestali na tych etapach kształcenia. Ich losy wskazują dobitnie na niezależność karier życiowych od formalnego wykształcenia akademickiego: oprac. Natalia Dueholm Natalia Dueholm Sławni „edukowani inaczej”„To cud, że ciekawość nie ginie w formalnej edukacji” - Albert Einstein „W czasie II wojny światowej rodzice jego wywiezieni zostali przez okupanta hitlerowskiego na roboty przymusowe do Niemiec. Wychowywała go babka, która nauczyła go czytać i pisać. W Łodzi szkół dla Polaków nie było. Po raz pierwszy w ławce szkolnej zasiadł po wyzwoleniu Łodzi, na początku 1945 r., kiedy miał bez mała 10 lat. Babcina edukacja domowa sprawiła, że szybko nadrobił zaległości wieku szkolnego i po przeprowadzonym teście został przyjęty do trzeciej klasy.” Oto zagadka: czy ktoś z Czytelników zgadnie czyja to biografia? Obawiam się, że nikt. Chodzi o marszałka Senatu Longina Pastusiaka! Taką informację można odnaleźć na jego stronie internetowej: tutaj >>> Wynika z tego jasno, że babcia Longina Pastusiaka stanęła na wysokości zadania i nauczyła wnuka tego, czego trzeba, a już przynajmniej z punktu widzenia szkolnego, bo małego Longina do szkoły przyjęto. Wygląda więc na to, że członkowie rodziny mogą nauczać, zastępując nauczycieli w szkołach. Co więcej, przykład ten pokazuje także, że bez szkół świat się nie zawalił. Mam nadzieję, że p. marszałek potrafiłby publicznie poprzeć edukację domową i przyczynić się do zmiany obecnego, niekorzystnego stanu prawnego dla rodziców chcących nauczać w domu. Jego głos byłby niezwykle ważny w obecnym układzie politycznym. Longin Pastusiak nie jest na pewno jedynym politykiem nauczanym w domu. Nie jest to również odosobniony przykład pokazujący, że ominięcie kilku szkolnych lat nie musi stanowić problemu. Żona p. senatora Romaszewskiego także kształciła się w domu i - jak mówi senator, bardzo to sobie chwali. Proszę bardzo Czytelników o pomoc w uzupełnianiu mojej listy Polaków edukowanych w domu. SŁAWNI POLITYCY EDUKOWANI W DOMU Po naszym marszałku Senatu, należy wymienić także inne osobistości, które przeszły edukację domową. Pierwszeństwo oddajmy królowej Elżbiecie II, która swoją edukację zdobyła w domu rodzinnym, wspólnie z młodszą siostrą. Wielu amerykańskich prezydentów przynajmniej część ze swojej edukacji również odbyła w domu rodzinnym, albo kształciła się sama. Przyjmuje się, że na 43 amerykańskich prezydentów 17 (więcej niż jedna trzecia) otrzymało edukację domową. Tak więc w skrócie i w porządku alfabetycznym: John Quincy Adams otrzymał swoją edukację od obojga swoich rodziców: ojca i niezwykle zdolnej mamy. Trzeba tutaj dodać, że oboje byli ludzmi nieprzeciętnymi. John Q. Adams jako chłopiec towarzyszył ojcu w jego misjach dyplomatycznych do Europy, i dalej uczył się w prywatnych szkołach (gdzie m.in nauczył się mówić płynnie po francusku). Po licznych podróżach szeroko wykształcony i obyty Adams trafił do Harvardu.Kolejny amerykański prezydent Grover Cleveland także był nauczany w domu do wieku lat 11-tu. Za to Benjamin Franklin | na zdjęciu obok |, który miał zresztą szesnaściorga rodzeństwa, był w szkołach tylko dwa lata, a nauczył się na przykład mówić pięcioma językami. Sytuacja rodzinna zmusiła go do ciężkiej pracy od młodych lat, co nie przeszkodziło mu nauczyć się samemu wielu innych rzeczy. Zresztą o tym, że do nauki języków obcych szkoła nie jest wcale potrzebna, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Abraham Lincoln, podobnie do Franklina, spędził niewiele w szkółce. Jego rodzice nie byli w ogóle wyedukowani (jego mama nie umiała nawet pisać). Praktycznie wszystkiego nauczył się sam. James Madison także przez młode lata był edukowany w domu zanim poszedł do szkół. Zresztą George Washington czy Woodrow Wilson podobnie. Ten drugi do wieku lat jedenastu nawet nie potrafił czytać (bo wszyscy czytali mu tyle książek na głos). Być może z powodu tych osób w Anglii i USA można edukować własne dzieci bez większych problemów. EDUKCJA W DOMACH RODZINNYCH Oczywiście tzw. sukces społeczny czy sława nie może uzasadniać wyboru edukacji domowej, ponieważ większość nauczanych w domu osób to ludzie zwykli czy nawet przeciętni (i po pierwsze normalni!). Raczej jako ciekawostkę wymienia się sławnych ludzi, a wśród nich są nie tylko ludzie polityki, ale co najważniejsze, wynalazcy i odkrywcy, np. Błażej Pascal, Piotr Curie, Tomasz Edison - uczony w domu przez matkę, byłą nauczycielkę, czy Albert Einstein, który zreszą sprzeciwiał się obowiązkowej szkole. Oczywiście także pisarze, np. Aleksander Dumas, Agata Christie edukowana prywatnie w domu, C. S. Lewis - uczony przez matkę i guwernantkę i w prywatnych szkołach; muzycy: Yehudi Menuhin, który spędził w szkole jeden dzień; filozofowie (np. John Stuart Mill), itd. Niektóre nazwiska powinny zainteresować „naszą” głowę MENIS, matematyk Krystynę Łybacką. Tak czy owak, pokazuje to jasno, że brak edukacji formalnej w znaczeniu szkolnej nie zrobił im krzywdy, ani nie stworzył ludzi ułomnych. Część spośród tych ludzi żyła oczywiście jeszcze w czasach „przed-szkolnych”, a choć miała możliwość korzystania z działających wówczas szkół, kształciła się przynajmniej przez kilka lat w domu (każdy rok jest cenny). Niektórzy byli potem nauczani przez prywatnych nauczycieli, albo uczyli się sami. CZY FORMALNE WYKSZTAŁCENIE JEST KONIECZNE? Patrząc na listę wyżej wymienionych osobistości, w której każdy może znaleźć swojego ulubieńca (zarówno ludzie lewicy, jak i prawicy), w dość naturalny sposób nasuwa się pytanie: czy formalna, szkolna edukacja jest niezbędna do rozwoju człowieka? Czy jest niezbędna do osiągnięcia czegoś w życiu? A czy jest w ogóle potrzebna do osiągnięcia szczęścia? Osoby, które znają życie dłużej i lepiej niż ja odpowiedzą chyba na trzy te pytania: nie.Aby zilustrować moją tezę dotyczącą braku relacji pomiędzy formalnym wykształceniem na poziomie uniwersyteckim a sukcesem życiowym, posłużę się także innymi sławnymi cytowanymi w książce dr. Marka Budajczaka „Edukacja domowa”, którzy ukończyli prawdzie szkoły podstawowe i średnie, jednak poprzestali na tych etapach kształcenia. Ich losy wskazują dobitnie na niezależność karier życiowych od formalnego wykształcenia akademickiego: Soichiro Honda (Honda), Bill Gates (Microsoft) | na zdjęciu obok |, Steve Jobs (Apple). ULECZYĆ PROBLEM EDUKCYJNY Czy aby poprawić obecny stan szkolnictwa, wraz z marną sytuacją nauczycieli, nie należałoby wprowadzić więcej elastyczności w system szkolnictwa (po co właściwie jest nauczycielom MENIS?) Dlaczego nie stworzyć równych warunków szkołom prywatnym (w tym szkołom domowym), które mogłyby zatrudniać nauczycieli, którzy naprawdę chcą uczyć nawet bez papierów? Dlaczego nie dać swobody rodzicom, którzy mogli uczyć sami albo zatrudniać nauczycieli prywatnie chociaż przez kilka lat (w ramach edukacji domowej)? W ten sposób rodzice mieliby wybór formy edukacyjnej oraz konkretengo nauczyciela, a nauczyciele zyskaliby nowe, inne i ciekawe miejsca pracy. Szkoły publiczne winny stracić swą praktycznie monopolistyczną pozycję. Mam nadzieję, że podobne propozycje wyjdą kiedyś szerzej ze środowisk nauczycielskich. Zresztą to oni powinni walczyć o rzeczywistą poprawę warunków pracy. Wolny rynek jest dla nich jedynym rozwiązaniem. Takie głosy nadchodzą również ze środowisk nauczycielskich. Chwała Bogu! LOSY ŚWIATA W RĘKACH...? W „Dolnośląskiej Gazecie Szkolnej” (www.gszk.tcz.info) p. Janusz Wolniak, nauczyciel i kierownik Instytutu Doskonalenia Nauczycieli „Solidarność” napisał w tekście „Szkoła bez misji”: „Nie chcę aby ktokolwiek zrzucał odpowiedzialność na mnie, jako nauczyciela [za losy świata].(...) Co szkoła może zrobić z uczniem wychowanym przez media kreujące pseudowartości i nibyautorytety? Jeśli do tego rodzice nie kwapią się do pomocy? Może należałoby zwrócić się do ogółu społeczeństwa, do tzw. inteligencji, jeśli jeszcze jest, by wzięła losy świata w swoje ręce.” Nie wiem kogo miał na myśli p. Wolniak, ale dla mnie ważne jest, aby rodzice mogli dokonywać swobodnego wyboru formy edukacyjnej dla swoich dzieci. Wszystko więc w rękach rodziców? Nawet jeśli taki wybór miałby dotyczyć tylko garstki ludzi, tzw. inteligencji czy nie, taki wybór powinien istnieć dla dobra całego społeczeństwa. Zresztą losy świata zmieniali wyżej wymienieni sławni ludzie (odkrywcy czy naukowcy), którzy niewiele mieli wspólnego ze szkołą publiczną. SPOKÓJ DLA RODZIN Rodzice w wielu krajach, szczególnie w USA i Anglii mogą wybierać szkoły dla swoich dzieci. Mogą prowadzić własne szkoły domowe, albo posyłać swoje pociechy do różnorakich szkół prywatnych. A jaki właściwie wybór mają polscy rodzice? Rząd USA zrozumiał, że szkoły domowe funkcjonują dobrze. 26 września 2000 r. Izba Reprezentantów USA uhonorowała rodziców- edukatorów domowych i ich uczniów specjalną rezolucją (HR 578) mówiącą o znaczeniu wzmocnienia rodziny, o ich wyborze i zaangażowaniu w edukację, o ich fundamentalnym prawie do prowadzenia wykształcenia ich dzieci. Rezolucja mówiła także, że edukacja domowa pokazała swoją efektywność i bardzo wysoki poziom uczenia, a także innowację, przedsiębiorczości i indywidualną odpowiedzialność. Tydzień od 1 do 7 października 2000 r. został uznany Tygodniem Edukacji Domowej. A czy jest szansa, że rząd polski uhonoruje rodziców, którzy na własnych barkach niosą trudy edukacji własnych dzieci? Uhonoruje w taki sposób, że da im po prostu należny takim rodzinom spokój? I kiedy polskie społeczeństwo przestanie piętnować tych ludzi oskarżając ich bezpodstawnie o robienie krzywdy własnym dzieciom?Nic więcej tym rodzinom nie potrzeba. Natalia Dueholm Natalia Dueholm Skąd się biorą geniusze?
|