wróć
  • do "wywiady"
  • do strony głównej


  • skomentuj
  • napisz do nas
  • Natalia Dueholm

    „Nie ma nic przyjemniejszego od wspólnej 'podróży' z dzieckiem przez świat wiedzy”

    - rozmowa z p. Anną Janicką-Galant na temat podróży i nauczania jej piętnastoletniego syna Przemka


    Anna Janicka-Galant: Witam Czytelników www.edukacjadomowa.piasta.pl! Przepraszam, że nie byłam długo dostępna, ale musiałam się zająć ważnymi sprawami mieszkającej u mnie Jolanty Skrobskiej z córkami. Jest to bardzo głośna w Łodzi sprawa kobiety, która w skutek sądowych „machlojek” straciła dom po dziadkach i matce, w którym mieszkała przez 45 lat. Przez wiele miesięcy (od maja 2005 r.) mieszkała na ulicy pod apartamentowcem, który stanął na miejscu jej rodzinnego domu. Jej dwie czternastoletnie córki przygarnęłam do siebie w maju, a i ona sama zamieszkała u mnie na okres zimy. Przy polskich zimach trudno mieszkać na ulicy w namiocie lub blaszanym garażu...

    Natalia Dueholm: Pani Aniu. Pani historia edukacji w trakcie kilkumiesięcznych podróży przypomina mi doświadczenia amerykańskich rodziców, którzy potrafią wziąć roczny urlop i podróżować z całą rodziną po Stanach. W tym momencie polskiemu czytelnikowi nasuwa się od razu pytanie, jak to możliwe w Polsce? Jak ta Pani to robi? To musi kosztować majątek.
        - Edukacja i podróże są w moim wyobrażeniu nierozerwalnie ze sobą związane, jest to po prostu sposób na życie, na poznawanie siebie i świata. W naszych edukacyjnych podróżach kierujemy się słowami kilku wielkich ludzi:
  • „Świat jest jak księga, kto nie podróżuje, czyta tylko jedną jej stronę” [Święty Augustyn]
  • „Ludzie zawsze przybywają punktualnie tam, gdzie są oczekiwani.” [P. Coelho "Pielgrzym"]
  • „Śmiałym szczęście sprzyja” [Wergiliusz]
  • „Sapere aude" Miej odwagę być mądrym!” [Horacy]


  • Adampol nad Bosforem
    Góry Świętokrzyskie

        Podróżujemy głównie autostopem, kierując się tym, co chcemy poznać, jakie miejsca zobaczyć i czego się nauczyć. Każda wyprawa jest przygotowywana dużo wcześniej. Trzy lata temu była Ukraina i Krym śladami A. Mickiewicza i tropem dawnej Polski „od morza do morza”. Dwa lata temu objechaliśmy dookoła Włochy i Sycylię śladem starożytnych kultur: etruskiej, rzymskiej i greckiej. W minionym roku była Turcja i Grecja. Turcja związana z Mickiewiczem i Adampolem - polską kolonią nad Bosforem oraz greckimi miastami na wybrzeżu Morza Egejskiego, a zwłaszcza ku pamięci H. Shliemanna - genialnego samouka i odkrywcy Troi. Najmniej ważne w podróży są pieniądze, nie muszą być specjalnie wielkie. My zawsze bierzemy tylko tyle pieniędzy, ile wydalibyśmy w Łodzi na jedzenie (we Włoszech mieliśmy 250 euro na dwa miesiące, a w Turcji nawet mniej). Najbardziej liczy się w naszych podróżach dobre przygotowanie psychiczne, merytoryczne i towarzysząca temu otwartość na świat i ludzi. Kilka miesięcy przed wyprawą zaczynamy szukać materiałów. Czytamy książki, przewodniki, znajdujemy opisy w literaturze pięknej i poezji. Interesujemy się architekturą i sztuką danego regionu. Szukamy interesujących nas wydarzeń historycznych. Ze względu na zainteresowanie mineralogią sprawdzamy wcześniej, jakie złoża występują w miejscach, do których zmierzamy. Przygotowujemy podręczniki i płyty do nauki języka, który może nam się przydać. Jeśli podróż ma trwać długo to bierzemy ćwiczenia i książki np. z matematyki, chemii, fizyki. Każdej podróży towarzyszą pewne lektury. W Turcji była z nami „Iliada” Homera, „Odprawa Posłów Greckich” Jana Kochanowskiego, „Giaur” G. Byrona i nagrana w MP3 trylogia H. Sienkiewicza.
        W podróży wiedza jest wchłaniana wszystkimi zmysłami - miejsca historycznych wydarzeń, krainy geograficzne, klimat, muzea i wykopaliska, a oprócz tego żywi ludzie i ich religia, tradycje, kuchnia, muzyka i język.

    Bieszczady
    Obiad po włosku
    Włochy 2004

        Ponieważ podróże są naszą pasją, więc i pewne niedogodności przyjmowane są za element gry, zabawy i nauki. Czekanie na samochód zamienia się w próbę wytrwałości, a spanie nad morzem lub w górach staje się okazją do medytacji i zastanowienia nad sobą. Grzanki na ognisku smakują znacznie lepiej niż obiad w restauracji, a czysta woda w upale staje się bardziej wykwintna.
        Żeby było jeszcze śmieszniej z reguły wracamy z tymi samymi pieniędzmi, z którymi wyjechaliśmy, a czasem nawet jeszcze z większymi. Przy czym nigdy nie oszczędzamy na priorytetach tzn. muzeach, wykopaliskach, książkach, przewodnikach, muzyce etnicznej i materiałach wklejanych do kolejnych Ksiąg Wypraw. Każdej wyprawie towarzyszy dziennik podróży, w którym opisywany jest każdy dzień, są wpisy wiozących nas kierowców i napotkanych ludzi. Są rysunki, zdjęcia, bilety, mapki, widokówki, rośliny, dobre życzenia. Każda z Ksiąg Wypraw jest kluczem do ludzkich serc i głównie dzięki nim tak łatwo nam się podróżuje i zwiedza.

    W jaki sposób właściwie dojrzała Pani do wyboru edukacji domowej?
        - Pomysł na edukację domową tkwił we mnie od zawsze. Było to pewnie wynikiem moich własnych doświadczeń i niemożności dostosowania się do reżimu szkolnego i ograniczeń, jakie ze sobą niósł. Nie mogłam się pogodzić z rytmem szkolnym zabierającym mnóstwo godzin i dającym w zamian bardzo niewiele. Z obserwacji i własnych doświadczeń uważam, że w typowej polskiej, wielkomiejskiej i państwowej szkole można nauczyć się przede wszystkim negatywnych zachowań: agresji, bezmyślnego konformizmu, krętactwa i wygodnictwa. Na pewno szkoła nie sprzyja rozwojowi własnych zainteresowań ani kształtowaniu charakteru. Przepełnione klasy z główną pomocą naukową w postaci tablicy są prawie ostatnim bastionem zacofania technologicznego. Do tego rzesza niskoopłacanych i niestety często niedouczonych nauczycieli dopełniają obrazu polskiej edukacji (ostatnio poruszyła prasę i telewizję wypowiedź nauczycielki klas początkowych, która tłumaczyła dzieciom, iż Kolumb był Polakiem). Oczywiście nie postuluję zamknięcia szkół, ale bardzo dobrze, że zaistniały inne formy alternatywnego nauczania. Edukacja domowa jest wspaniałym rozwiązaniem dla rodzin, które mogą sobie pozwolić na poświęcenie czasu dla dziecka. Często oznacza to częściową lub całkowitą rezygnację jednego z rodziców z etatowej pracy, a z drugiej strony nie ma nic przyjemniejszego od wspólnej „podróży” z dzieckiem przez świat wiedzy. To bardzo fascynujące móc towarzyszyć dziecku w poznawania świata i siebie samego. Gdy dziecko jest małe rodzic jest wyrocznią i mistrzem, później stosunki dojrzewają do partnerstwa i wyboru własnej drogi.

    Strony z Dziennika Wypraw

        Bardzo wcześnie zetknęłam się z alternatywnymi formami uczenia. Będąc w harcerstwie uczestniczyłam w zajęciach Bogusława Śliwerskiego - współtwórcy „Edukacji bez ocen”. [http://www.sliwerski.osoba.pl/]. Czytałam wszelkie opracowania dotyczące pracy i możliwości mózgu, kompensowania braków w wyniku uszkodzeń okołoporodowych. Eksperymentowałam z mnemotechnikami, wizualizacją, mapami mózgowymi, superlearningiem i metodami szybkiego czytania. Zajmowałam się wykorzystaniem muzyki barokowej do uczenia i jej wpływem na trwałość i szybkość zapamiętywania. Wynikiem moich poszukiwań jest obecnie edukacja domowa Przemka i zachęcanie do takiej formy uczenia innych rodziców.
        Przemek urodził się z lewostronnym niedowładem i uszkodzeniem mózgu w wyniku długotrwałego niedotlenienia przy porodzie. Po pierwszych spotkaniach z rehabilitantką zdałam sobie sprawę, że jeśli sami nie pomożemy synowi, to będzie dzieckiem upośledzonym. Kolejne lata były czasem eksperymentów i odkrywaniem nowych dróg. Ogromna różnorodność bodźców, muzyka klasyczna, piski delfinów i orek, zwierzęta domowe (papugi, koty), bardzo wczesne czytanie - sprawiły, iż Przemek chociaż rozwijał się nierównomiernie, to na pewno w dobrym kierunku. Mając 4 lata nie kontrolował pęcherza i prawie nie mówił, ale w zamian obsługiwał komputer, układał puzzle z 1000 elementów oraz budował złożone konstrukcje z różnorodnych klocków. Odpowiednie zabawki edukacyjne, programy na Amigę, a później peceta, słuchanie bajek i opowiadań, wczesna nauka czytania (metoda Domana), malowanie, lepienie, śpiewanie, były typową przedszkolną edukacją domową.
        Myślę tak, jak wielu obecnych psychologów i pedagogów, że edukacja zaczyna się od urodzenia i szkoda marnować lata największej chłonności umysłu w oczekiwaniu na SZKOŁĘ. Coraz więcej osób zwraca uwagę na lata przedszkolne, na umiejętność odbierania przez dziecko ogromnej wiedzy w sposób naturalny i intuicyjny przez zabawę i doświadczanie. Do tego każde dziecko ma inne predyspozycje i inne metody nauczania są potrzebne, aby osiągnęło maksymalne rezultaty - tego nie może zapewnić żadna szkoła, gdyż nie jest nastawiona na wspieranie indywidualizmu.

    Kamieniołomy 2004
    Kamieniołomy 2005

        Wynikiem moich przekonań było wybranie indywidualnej drogi uczenia dla syna. Zgodnej z jego zainteresowaniami, możliwościami i trybem przyswajania wiedzy. Dopóki forma edukacji domowej nie była w pełni w Polsce zalegalizowana musieliśmy „pozorować” edukację szkolną. Piszę pozorować, gdyż Przemek więcej w szkole nie bywał niż bywał. Było to bardzo uciążliwe i nie dawało pełnej wolności wyboru. Syn skończył podstawówkę ze średnią 5,8 jako chyba najrzadziej bywające dziecko w szkole. Zadałam sobie wtedy pytanie, czy w gimnazjum również utrzymywać taką farsę i... trafiłam na książkę p. Budajczaka „Edukacja domowa”. Potem poszło lawinowo. Pomógł nam mały przypadek - Przemek nie chodził przez 4 miesiące do szkoły po małym urazie podczas wydobywania amonitów i kryształów w kamieniołomie - szkodził mu hałas i bolała go głowa w szkole :-) - co umożliwiło mu w pełni zakosztować egzaminów klasyfikacyjnych i przygotować się do przejścia w formułę edukacji domowej.

    Uczy Pani głównie przedmiotów humanistycznych, a co ze ścisłymi?
        - Zawsze znajdzie się jakaś „przyjazna dusza”, która wytłumaczy fizykę lub matematykę. Mamy sporo znajomych, a cały czas poznajemy inne osoby, z którymi w ramach „barteru” wymieniamy się usługami. Przemek głównie uczy się sam z komputera, podręczników i innych materiałów edukacyjnych. Nauczyciel jest mu potrzebny w fazie końcowej do konsultacji, wyjaśnienia niepewności lub poszerzenia wiedzy. Obecnie przez trzy miesiące chodzi ze starszymi o rok dziećmi na kurs przygotowujący do egzaminów gimnazjalnych prowadzony przez Akademicki Ośrodek Kształcenia. Ma okazję zweryfikować swoją wiedzę i porównać się z innymi. Zajęcia są dwa razy w tygodniu (sobota i niedziela) po 3 godziny, w dwunastoosobowej grupie i są miłym urozmaiceniem. Możemy też skorzystać z pomocy naszej nauczycielki esperanto, która prócz tego uczy fizyki i informatyki w liceum. Dostaliśmy też propozycję z Przemkowego gimnazjum, że w razie jakiś problemów nauczyciele chętnie wytłumaczą mu to, czego nie rozumie w ramach konsultacji lub w trakcie kółka przedmiotowego.

    Piza
    Stambuł
    Pompeje

        Przyznam, że atmosfera w gimnazjum jest bardzo przychylna i zawsze nam służą pomocą. Możemy wypożyczać materiały edukacyjne z pracowni szkolnych np. filmy video z biologii. Przemek bierze udział w konkursach szkolnych, włącza się w organizowane imprezy np. coroczny piknik, na którym ostatnio wystawiał kolekcję swoich minerałów i prezentował Księgi Wypraw opowiadając o edukacji domowej. Teraz włączy się w program Sokrates realizowany przez szkołę. Po przyjeździe z podróży zawsze przygotowujemy prezentacje i plansze. Jest akceptowany zarówno przez uczniów, jak i przez nauczycieli jako „jeden z nas - chociaż trochę inaczej”.

    Jak przebiega nauka, kiedy jest Pani w domu, a jak w podróży?
        - Na przekład ostatnie trzy dni mieliśmy z Przemkiem lekcje praktyczne z fizyki i chemii stosowanej. Po pierwsze testowaliśmy na sobie, przy jakiej temperaturze zamarzają rury wodociągowe i kanalizacyjne oraz jakie roztwory (solanki) je udrożnią. Na razie efekt częściowo pozytywny - sól udrożniła toaletę w piwnicy...
        W domu nie ma ścisłego podziału na godziny nauki, ale często jest naukowy blok poranny i wieczorny. Rano jest nauka języków i praca na komputerze. Wieczorem filmy, książki, opracowywanie materiałów. Po południu są zajęcia dodatkowe: jujitsu, cytra, esperanto a dojdzie jeszcze okazjonalnie taniec, ceramika i kendo. Wszystko jest logicznie zorganizowane, więc na wszystko jest czas. Liczba godzin nauki jest zmienna, od 5 godzin dziennie do 10 godzin przed samymi egzaminami. Na pewno jest o wiele luźniej i Przemek może rozwijać się wszechstronnie nie rezygnując ze swoich pasji.
        W podróży nauka jest przez „wchłanianie”, nie ma sztucznego podziału na „teraz się uczymy”. Każde muzeum, rozmowa, lektura i miejsce są nauką bądź do niej pretekstem. Oczywiście ja występuję z reguły w roli mentora i staram się naprowadzać rozmowę na pewne tematy. Jak wspomniałam - do wyprawy bardzo długo się przygotowuję i zbieram materiały, to pomaga okiełznać chaos i nadać pewne ramy poszukiwaniom i dociekaniom. Co jakiś czas są dni „odpoczynku” - Przemek wypełnia ćwiczenia, rozwiązuje zadania i czyta zabrane ze sobą lektury. Na plaży matematyka „wchodzi” trzy razy szybciej...

    Pani sytuacja udowadnia, że edukacja domowa nie ma nic wspólnego z izolowaniem się, zamykaniem pod kloszem. Jak Pani ocenia socjalizację syna i przygotowanie do dorosłego życia, w tym życia zawodowego?
        - Typowa szkoła „wychowuje” idealnego pracownika etatowego, uczy powielania schematów, a nie odkrywania nowych dróg. Uważam, że mój syn jest lepiej przygotowany do bycia „własnym szefem” niż przeciętne dziecko po szkole państwowej. W edukacji domowej kładzie się nacisk na samodzielność, wytrwałość, obowiązkowość, niezależność i wyobraźnię, stąd Przemek jest wychowywany do zapewnienia sobie pracy poprzez własne pasje i zainteresowania. Już teraz na swoich pasjach zarabia pieniądze, sprzedając minerały i skamieliny. Realizuje tym moje założenie, że można godziwie żyć dzięki realizacji swoich marzeń.

    Muzeum w Stambule
    Nauka w Turcji

        Edukacja domowa na pewno nie jest izolowaniem się. Mam nawet wrażenie, że umożliwia pełniejsze wykorzystanie kontaktów z ludźmi w różnym wieku. Jest więcej czasu i nie jest się skazanym na homogeniczne kontakty z rówieśnikami z jednego rocznika.

    Nie narzeka Pani na dyrektora, który wyraził zgodę na realizowanie obowiązku nauki poza szkołą. Czy pani dyrektor znała wcześniej edukację domową? Czy spotkała się Pani ze znajomością edukacji domowej wśród decydentów oświatowych?
        - Z dyrektorką gimnazjum nie było żadnego problemu. Dyrektorka 15 Gimnazjum w Łodzi, matematyczka Zofia Franek jest rewelacyjna! Fachowość, otwartość, serdeczność i rozsądek - życzę wszystkim rodzicom z edukacji domowej takiej współpracy. Jest to kobieta wspaniała, pełna ogromnej wiedzy, o niespotykanej wrażliwości i bardzo otwarta na nowe metody nauczania. Samo gimnazjum jest niewielkie, na bardzo dobrym poziomie, skupiające dobrane grono nauczycieli zaangażowanych w to, co robią. Można zapytać, po co mi edukacja domowa, gdy jest tak wspaniałe gimnazjum - ale sama wiedza i chęci nauczycieli nie wystarczą. Nadal są bowiem 30 - osobowe klasy, 45 minutowe lekcje, wielogodzinne siedzenie w szkole, brak możliwości wykorzystania nowoczesnych technologii w nauczaniu. Sami nauczyciele zdają sobie sprawę z niemożności dostosowania edukacji do wymogów obecnych czasów.

    Wenecja
    Socjalizacja w Katani

        Można się z tym godzić, a można spróbować alternatywy, jaką jest edukacja domowa. Napisałam do dyrektora pismo z prośbą o wyrażenie zgody na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą. Dyrektorka słyszała o edukacji domowej, chociaż osobiście się z nią nie zetknęła. Na spotkaniu w kuratorium dyrektorzy szkół byli uczulani na taką możliwość jako legalną, i w pełni dostępną dla rodziców, formę nauczania. Udostępniłam Pani dyrektor książkę o edukacji domowej i drugą o „rewolucji w edukacji”. Przedyskutowałyśmy swoje podejście do problemu, ustaliłyśmy warunki zgodnego współdziałania (według zaleceń Ministerstwa Edukacji - egzaminy dwa razy do roku ze wszystkich przedmiotów oprócz muzyki, plastyki, techniki i w-f). Zarówno dla dyrekcji i nauczycieli jest to eksperyment i całe szczęście podchodzą do tego pozytywnie i otwarcie.

    Jak przebiega przygotowanie do egzaminów i ich przebieg? Czy można zapytać o konkretne oceny Przemka?
        - Egzaminy toczyły się w bardzo przyjaznej atmosferze. Trudnością było to, iż wcześniej Przemek prawie nie znał egzaminujących go nauczycieli i czuł sporą tremę, stąd pojawił się pomysł wcześniejszych konsultacji przed egzaminem. Teraz Przemek ma prawo do konsultacji i rozmowy o swoich wątpliwościach, może prosić o wyjaśnienie jakiegoś zagadnienia, ma konkretnie przedstawiany zakres wymaganego materiału. Obowiązuje go egzamin dwa razy do roku, ale terminy ustalamy sami i negocjujemy przyspieszenie lub opóźnienie. Może korzystać z różnorodnych podręczników i materiałów, ale dla wygody nauczycieli trzymamy się też podręczników wybranych przez szkołę (używamy ich obok innych alternatywnych). Egzamin jest dwu lub trzyetapowy: pisemny, ustny i na moją sugestię - własna prezentacja dokonań, doświadczeń lub własnych projektów (to najciekawsza część egzaminów). Oczywiście jest trochę problemów. Ja kładę nacisk na myślenie i zrozumienie zależności, a szkoła czasem na odtwórcze popisy pamięciowe. Więcej jest zadań pamięciowych niż wymagających myślenia bądź analizy problemu i wyciągnięcia własnych wniosków - ale to dotyczy w całości szkół wszystkich szczebli w Polsce. Na egzaminach jest wymagana wiedza całościowa i bardzo dokładna - nie wiem czy uczniowie „szkolni” postawieni przed takimi wymaganiami poradziliby sobie. No cóż - taka jest cena wolności!!!
        Przemek skończył I klasę ze średnią 4,2, czyli słabiej niż zwykle. Jest to tylko pozorne pogorszenie raczej spowodowane innością i wspólnym docieraniem się nauczycieli i ucznia. Na egzaminie pisemnym czasami trudno było mu sprecyzować myśli, a to rzutowało na oceny. W tym roku spodziewamy się lepszych wyników. Ja jako rodzic mogę uczestniczyć w egzaminach jako obserwator i czasem korzystam z tej możliwości. Większość egzaminów Przemek zdawał bez mojego uczestnictwa, a ja wchodziłam w ostatniej fazie na podsumowanie i ocenę końcową. Zawsze ocena jest uzasadniana, ze wskazaniem ewentualnych niedociągnięć.

    Kamieniołomy
    Herculanum

        Mam świadomość pewnych ograniczeń - są narzucone przedmioty i kolejność przerabianych działów, co nie zawsze zgadza się z naszym podejściem. Przemek uczy się dwutorowo - większość dla siebie i część, by „zaliczyć” egzaminy. Trudno mi się zgodzić z poszatkowaniem wiedzy szkolnej. My w domu uczymy się „globalnie”, przy pomocy wszystkich zmysłów i z ukierunkowaniem na wyszukiwanie zależności. Sztuczny podział na dziedziny wiedzy nam nie odpowiada. W naszej nauce wszystko łączy się ze wszystkim. Trudno oddzielić geografię od fizyki, chemii, biologii czy matematyki. W domu i podróżach kładziemy nacisk na dostrzeganie najpierw obrazu całości, a potem wchodzenie w szczegóły. Oprócz przedmiotów szkolnych Przemek uczy się kilku języków obcych: angielskiego, rosyjskiego, esperanto, francuskiego, włoskiego, trochę greckiego i tureckiego. Zaczął naukę gry na cytrze, uczestniczy w zajęciach szachowych. Rok temu ukończył razem ze mną kurs montażu i serwisowania komputerów (on zdobył wiedzę, a ja dokument, gdyż do ukończenia było potrzebne minimum wykształcenie średnie). Dzięki temu, iż nie musi siedzieć bezproduktywnie po 7 godzin w szkole, może ten czas zagospodarować bardziej świadomie i efektywnie. Dużo czyta, ogląda ciekawe filmy, słucha muzyki poważnej, jazzu, starego rocka; chodzimy na koncerty i do teatru. Ma także kontakty z dziećmi i młodzieżą w różnym wieku i z różnych krajów. Jedną z wieloletnich pasji jest wydobywanie skamielin i minerałów - rok temu wystawiał swoją kolekcję na Interstone.
        W nauce bardzo przydatny, a wręcz niezbędny jest komputer. Korzystamy z ogromnej liczby encyklopedii i programów edukacyjnych. Bardzo chętnie weszlibyśmy w program testowania programów edukacyjnych i podręczników pod kątem edukacji domowej. Obecnie za najlepsze uważamy Edu-romy - multimedialne podręczniki firmy YDP oraz podręczniki z płytami Nowej Ery.
        Żeby znaleźć czas na rozwój różnorodnych zainteresowań wystarczyło zrezygnować tylko z dwóch rzeczy - z tradycyjnej szkoły i... oglądania telewizji.

    Z chęcią przyjmiemy Panią do grupy zajmującej się testowaniem takich programów. A co Pani myśli na temat edukacji domowej bez takich cudownych i długich podróży?
        - Gdyby nie podróże i tak edukacja domowa byłaby jedyną naturalną drogą zdobywania wiedzy przez mojego syna. Cieszę się, że taka możliwość zaistniała, chociaż trochę żałuję zmarnowanych lat w trybie „szkolnej sieczkarni”. Gdybym miała ponownie taką możliwość - zaczęłabym od pierwszej klasy.

    Jak według Pani rodzice mogą się przygotować do edukacji domowej?
        - Rodzice muszą się równie dobrze bawić ucząc swoje dzieci, jak i one chłonąc wiedzę. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że bardzo mi się przydał duży księgozbiór, dobry komputer z oprogramowaniem edukacyjnym, filmy, pomoce i zabawki edukacyjne, a przede wszystkim chęć szukania własnych rozwiązań. Oczywiście czytałam mnóstwo poradników, książek dla nauczycieli, kompendiów, ale sądzę, że ważniejsza jest otwartość na zainteresowania dziecka i własna intuicja. Trzeba być świadomym, że nauka w domu to dla rodzica także ciągłe poszukiwanie i dokształcanie. Jeśli ktoś lubi ustawiczną „gimnastykę mózgu” to na pewno sprawdzi się jako edukator domowy. Przydaje się też wyobraźnia, pomysłowość, chęć eksperymentowania i umiejętność wyznaczania celów. Oczywiście nie można zapomnieć o konsekwencji i determinacji. Nauczanie jest procesem długotrwałym i wymaga sporego zaangażowania, ale jest też świetną zabawą i sprawia ogromną satysfakcję.

    Wielkie pranie we Włoszech
    Wolin 2003

    Co radziłaby Pani rodzinom, w których nie ma zgodności do wyboru tej metody nauczania?
        - Trudne pytanie! Konflikty między małżonkami mogą nie sprzyjać edukacji domowej. Będą wytykane przez stronę przeciwną wszystkie potknięcia, a i dziecko szybko uzna całą sytuację za nieznośną. Na pewno lepiej podjąć taką decyzję za wspólną zgodą lub „cichym przyzwoleniem” niż w sytuacji jawnego konfliktu. Powinna być zwłaszcza w miarę stabilna sytuacja materialna, by uniknąć konfliktów na tym tle.

    Wiele razy słyszałam już, że rodzice, którzy przez rok spróbują edukacji domowej, nie wyobrażają sobie, aby ich dzieci mogły uczyć się inaczej i żałują, że wcześniej się na to nie zdecydowali. Z drugiej strony jednak rodziców czasem ogarnia panika, że nie dadzą rady, że robią coś złego własnym dzieciom. Jak Pani to skomentuje?
        - Jesteśmy w edukacji domowej drugi rok i naprawdę nie wyobrażamy sobie innej formuły uczenia. Żal trochę, że musieliśmy stracić tyle lat na próby oswojenia bądź zneutralizowania szkoły. Już wspominałam, że Przemek prawie nie chodził do szkoły, a był najlepszy w swojej klasie. Nie jest dzieckiem szczególnie uzdolnionym, jest dzieckiem po uszkodzeniu mózgu. W takim razie, jakie mogłyby być wyniki innych dzieci, gdyby nie były poddawane ogłupiającej presji „jednolitego nauczania”? Rzeczywiście każdy, kto bez oporów i lęku spróbuje edukacji domowej, już po roku zobaczy ogromne efekty.
        Myślę, że obawy przed skrzywdzeniem dziecka są bezzasadne. Wystarczy tylko podejść do problemu edukacji dojrzale, odpowiedzialnie i z... sercem.

    Czy ktoś z rodziny regularnie pomaga Pani w edukacji syna?
        - Ze strony rodziny największe wsparcie mam od córki. Zuzanna jest dziewiętnastolatką, kończy eksternistycznie liceum, ma dobrą pracę, własne mieszkanie i silną pasję (jeździ w rajdach samochodów terenowych). Zawsze była uczona wybierania indywidualnej ścieżki w edukacji i teraz to procentuje. Jest bardzo samodzielna, niezależna i pełna pomysłów na życie. Często dyskutujemy na różne tematy, wymieniamy poglądy. Pomaga nam też finansować część zajęć dodatkowych Przemka. Razem kupujemy książki, filmy i pomoce dydaktyczne. Zuza w pełni popiera edukację domową Przemka, chociaż żałuje, że ona sama musiała chodzić całą podstawówkę i gimnazjum do szkoły. Bardzo duże wsparcie mamy od znajomych i przyjaciół. Gry na cytrze uczy Przemka nieodpłatnie 88 letni pan Bronisław Leszczyński (syn pielęgniarki ratującej dzieci w Oświęcimiu). Jest nauczycielem nie tylko muzyki, ale także ginącej pięknej polszczyzny, kultury i filozofii. Pani Anna Gutowska uczy nas na kursie esperanto, a także pomaga w fizyce. Chemię chętnie sprawdza uczący się ze mną medycyny alternatywnej student filozofii Kuba, a tajemnice roślin zdradza zielarka Katarzyna Ilnicka de Pietyrog. Mamy mnóstwo osób, którym my pomagamy i również takich którzy nas wspierają.

    Przyznała się Pani, że szykujecie się z synem do napisania wspólnej książki opartej na Księgach Wypraw. Może za pośrednictwem www.edukacjadomowa.piasta.pl zapyta Pani wydawców, czy nie chcieliby powalczyć o kupno wyłącznych praw autorskich do tej książki?
        - Myślę, że pierwsze kartki naszej książki pojawią się w wersji internetowej na stronie Edukacji Domowej!

    Oczywiście, czekamy z niecierpliwością!




    Rozmawiała: Natalia Dueholm

    Zdjęcia z rodzinnego albumu p. Anny Janickiej-Galant i jej syna Przemka

    Artykuł o podróżach p. Anny i Przemka | tutaj >>>
    Wywiad z Przemkiem | tutaj >>>
    Drugi wywiad z p. Anną | tutaj >>>



  • skocz do góry